-Oj przepraszam- powiedział
-Nie to ja przepraszam. Zagadałam się z Lynn i nie uważałam-pokazała na koleżankę i dalej ciągnęła swój monolog- A ty jesteś Hayden, prawda?
-Eee.... Tak.-powiedział nieco skołowany.
Skąd, ona mnie do cholery zna?
-Czyli dobrze pamiętam. Nie wiem, czy mnie kojarzysz, ale chodzimy do tej samej klasy. Jestem Vivien. -podała do niego rękę.
-Aha-mruknął pod nosem i uścisną jej dłoń.
Potem uśmiechnęła się do niego i poszła dalej rozmawiając z koleżanką.
Nie wiedzieć czemu ten uśmiech spodobał się Haydenowi. Był taki szczery i radosny.
Od dawna on sam nie zaznał szczęścia. Jedyne co to haj z narkotyków i wódka.
Teraz sam skierował się w stronę szkoły, tylko, że inną drogą. On chodził na skróty- bocznymi, niebezpiecznymi i śmierdzącymi uliczkami. Nie bał się, lecz chodząc tędy czuł się dobrze.
Samotność, cisza. Słyszał nawet bicie własnego serca. Niestety trwało to krótko. Wkrótce wyszedł zza budynków przy szkole i wszedł do niej 5 minut przed dzwonkiem.
~*~
-Belinda Alden? -nauczycielka sprawdzała obecność.
-Jestem
-Kevin Eternal?
-Obecny
-Lynn Grendwich?
-Obecna.
-Hayden Matter?
-Jestem.
-Vivien Motion?
-Obecna.
Nauczycielka wyczytała kilka innych nazwisk i zaczęła lekcję.
Vivien myślała nadal nad tą sytuacją przed szkołą.
Ten chłopak... blondyn. Zdawał się być taki... dziwny. Wiedziała, że on powtarza klasę i dlatego trafił do nich. Chodzą słuchy, że ćpa i pije. Nie zdziwiłaby się gdyby to była prawda.
Gdy lekcja dobiegła końca uczniowie wyszli na korytarz. Każdy poszedł pod swoją salę, położył plecak i albo siedział, albo poszedł gdzie indziej. Viv razem z Lynn usiadły pod salą i rozmawiały.
-Wiesz, Lynn. Ten chłopak... co dzisiaj na niego wpadłam wydaje się być dziwny. Może nie jakiś zły czy coś, ale... samotny. Tak... samotny. Wydaje się być z tego powodu zadowolony.Aż mam dreszcze.- zatrzęsła się udając dreszcze.
-Nie przejmuj się nim. On ma swoje życie i pewno nie chce byś wchodziła w nie z butami.
-Masz rację.
Rozmawiały tak dalej, aż do dzwonka.
~*~
Chłopak szedł z papierosem w ustach. Uspokajał go. Palił już od jakiś 2 lat. Matka przecież nie żyła, ojczym był zawsze schlany w trzy dupy, więc kto miał mu zabronić?
-Ooo, kogo tu mamy, Kevin. Hej brachu. Masz coś?-powiedział brązowowłosy chłopak, który stał na czele nielicznej grupki, której członkowie nie wyglądali przyjaźnie.
-Nie.
-Och szkoda. Następnym razem załatwisz?-dalej dopytywał.
-Może. -odburknął krótko i poszedł dalej.
Przed szkołą wyrzucił peta i zgasił go stopą.
-Ej młody chłopcze. Wyrzuć to do kosza. -upomniała go pani dyżurująca.
-Nie-burkną pod nosem i poszedł do szatni.
Lekcja była nudna. Zasypiał już. A na przerwie siedział tylko pod salą. W między czasie do jego uszu dotarły urywki rozmowy dwóch dziewczyn siedzących obok.
Nie żeby on podsłuchiwał, ale po prostu mówiły głośno. Na szczęście i tak go to nie interesowało. Wpatrywał się w zieloną ścianę budynku, a słowa dziewczyn wpadały do jednego ucha, a drugim wychodziły.
Na następnej przerwie w sklepiku szkolnym kupił sobie "Siedem dni" i zjadł pod salą.
10zł - około 2 złote . Zostanie mi jakieś 8 złoty. Ehhh... Chleb, ... to daje 5, ... i jeszcze... [bla bla bla i tak w stylu co kupić, aby wyszło najtaniej]
~*~
-Ej, Blake pomożesz mi w tym zadaniu.- poprosiła dziewczyna stojąca nad nim.
-Spadam. Korepetytor ze mnie czy jak? -spławił dziewczynę
I to ma być "podrywanie" ? Haha, bo ja nie słyszałem co one mówiły, wcale.
Chłopak siedział pod salą. Uczył się w technikum, bez Belindy. To było trochę uciążliwe. Po szkole i przed spotykał się z nią ciągle, ale w szkole był napastowany przez inne dziewczyny. Musiał za każdym razem je spławiać. Na razie tylko ogranicza się to do chichotów obok, oraz pojedynczych dziewczyn proszące o pomoc w nauce, lub innej drobnej sprawie. Myślał nawet, czy nie zerwać z Bel, ale po chwili z
zganił się za ten pomysł. Za mocno ją kochał, by to zrobić. Znali się od dawna, a chodzili ze sobą już kilka lat. Byłoby to niemożliwe.
W końcu przestał dumać nad sobą i wszedł do sali, bo po chwili zadzwonił dzwonek.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dobra smerfki, oto macie pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się podobał.
Miał być w weekend, ale byłam przez dwa dni u rodziny i zaczęłam w sobotę, odrobinę dopisałam wczoraj i dziś skończyłam.
Wiem, rozdział jest byle jaki, krótki i ogólnie bleee. Mi też się nie podoba, ale brak weny skutkuje takim oto wynikiem.
P.D.
Niedługo pojawi się obrazek 1-szej postaci - Belindy.
-Aha-mruknął pod nosem i uścisną jej dłoń.
Potem uśmiechnęła się do niego i poszła dalej rozmawiając z koleżanką.
Nie wiedzieć czemu ten uśmiech spodobał się Haydenowi. Był taki szczery i radosny.
Od dawna on sam nie zaznał szczęścia. Jedyne co to haj z narkotyków i wódka.
Teraz sam skierował się w stronę szkoły, tylko, że inną drogą. On chodził na skróty- bocznymi, niebezpiecznymi i śmierdzącymi uliczkami. Nie bał się, lecz chodząc tędy czuł się dobrze.
Samotność, cisza. Słyszał nawet bicie własnego serca. Niestety trwało to krótko. Wkrótce wyszedł zza budynków przy szkole i wszedł do niej 5 minut przed dzwonkiem.
~*~
-Belinda Alden? -nauczycielka sprawdzała obecność.
-Jestem
-Kevin Eternal?
-Obecny
-Lynn Grendwich?
-Obecna.
-Hayden Matter?
-Jestem.
-Vivien Motion?
-Obecna.
Nauczycielka wyczytała kilka innych nazwisk i zaczęła lekcję.
Vivien myślała nadal nad tą sytuacją przed szkołą.
Ten chłopak... blondyn. Zdawał się być taki... dziwny. Wiedziała, że on powtarza klasę i dlatego trafił do nich. Chodzą słuchy, że ćpa i pije. Nie zdziwiłaby się gdyby to była prawda.
Gdy lekcja dobiegła końca uczniowie wyszli na korytarz. Każdy poszedł pod swoją salę, położył plecak i albo siedział, albo poszedł gdzie indziej. Viv razem z Lynn usiadły pod salą i rozmawiały.
-Wiesz, Lynn. Ten chłopak... co dzisiaj na niego wpadłam wydaje się być dziwny. Może nie jakiś zły czy coś, ale... samotny. Tak... samotny. Wydaje się być z tego powodu zadowolony.Aż mam dreszcze.- zatrzęsła się udając dreszcze.
-Nie przejmuj się nim. On ma swoje życie i pewno nie chce byś wchodziła w nie z butami.
-Masz rację.
Rozmawiały tak dalej, aż do dzwonka.
~*~
Chłopak szedł z papierosem w ustach. Uspokajał go. Palił już od jakiś 2 lat. Matka przecież nie żyła, ojczym był zawsze schlany w trzy dupy, więc kto miał mu zabronić?
-Ooo, kogo tu mamy, Kevin. Hej brachu. Masz coś?-powiedział brązowowłosy chłopak, który stał na czele nielicznej grupki, której członkowie nie wyglądali przyjaźnie.
-Nie.
-Och szkoda. Następnym razem załatwisz?-dalej dopytywał.
-Może. -odburknął krótko i poszedł dalej.
Przed szkołą wyrzucił peta i zgasił go stopą.
-Ej młody chłopcze. Wyrzuć to do kosza. -upomniała go pani dyżurująca.
-Nie-burkną pod nosem i poszedł do szatni.
Lekcja była nudna. Zasypiał już. A na przerwie siedział tylko pod salą. W między czasie do jego uszu dotarły urywki rozmowy dwóch dziewczyn siedzących obok.
Nie żeby on podsłuchiwał, ale po prostu mówiły głośno. Na szczęście i tak go to nie interesowało. Wpatrywał się w zieloną ścianę budynku, a słowa dziewczyn wpadały do jednego ucha, a drugim wychodziły.
Na następnej przerwie w sklepiku szkolnym kupił sobie "Siedem dni" i zjadł pod salą.
10zł - około 2 złote . Zostanie mi jakieś 8 złoty. Ehhh... Chleb, ... to daje 5, ... i jeszcze... [bla bla bla i tak w stylu co kupić, aby wyszło najtaniej]
~*~
-Ej, Blake pomożesz mi w tym zadaniu.- poprosiła dziewczyna stojąca nad nim.
-Spadam. Korepetytor ze mnie czy jak? -spławił dziewczynę
I to ma być "podrywanie" ? Haha, bo ja nie słyszałem co one mówiły, wcale.
Chłopak siedział pod salą. Uczył się w technikum, bez Belindy. To było trochę uciążliwe. Po szkole i przed spotykał się z nią ciągle, ale w szkole był napastowany przez inne dziewczyny. Musiał za każdym razem je spławiać. Na razie tylko ogranicza się to do chichotów obok, oraz pojedynczych dziewczyn proszące o pomoc w nauce, lub innej drobnej sprawie. Myślał nawet, czy nie zerwać z Bel, ale po chwili z
zganił się za ten pomysł. Za mocno ją kochał, by to zrobić. Znali się od dawna, a chodzili ze sobą już kilka lat. Byłoby to niemożliwe.
W końcu przestał dumać nad sobą i wszedł do sali, bo po chwili zadzwonił dzwonek.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dobra smerfki, oto macie pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się podobał.
Miał być w weekend, ale byłam przez dwa dni u rodziny i zaczęłam w sobotę, odrobinę dopisałam wczoraj i dziś skończyłam.
Wiem, rozdział jest byle jaki, krótki i ogólnie bleee. Mi też się nie podoba, ale brak weny skutkuje takim oto wynikiem.
P.D.
Niedługo pojawi się obrazek 1-szej postaci - Belindy.
Woaah *^* Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. :3
OdpowiedzUsuńSzkoda, że pierwszy był taki krótki i mam nadzieję, że kolejne będą dłuższe. ;3
Ślę wenę i pozdrowienia <3
~eMeReSę Papałkę~