sobota, 9 listopada 2013

One-shot 200 wejść :)

Więc, tu dopiska będzie na początku. Otóż, chcę wam podziękować za to, że aż 200 osób weszło na tego bloga, a jakaś część z nich go czyta.-szkoda tylko, że nikt nie komentuje, ale Cśśśśś-Więc, to taki mały specjalny one-shot na tę okazję.
I jeszcze raz chciałabym prosić o komentowanie, chociażby coś banalnego, ale chociaż coś.
Jakby ktoś nie wiedział: one-shot to pojedyncze opowiadanie nie związane z fabułą, więc się nie pogubcie.

Nie chcę na razie mieszać wam w głowie i robić opowiadania o któreś z przyszłych par, więc zrobię takiego Trola. 
Zapraszam do czytania, mam nadzieję, że się spodoba. :)


(obrazek z neta jakby co)
P.S.
I jeszcze raz chciałabym prosić o komentowanie, chociażby coś banalnego, ale chociaż coś. :)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
   Drobny śnieg spadał dołączając się do reszty białej pierzyny albo rozpuszczał się na ciepłych twarzach przechodniów. Temperatura spadła poniżej -15 stopni Celsjusza. Mało kto teraz chodził na zewnątrz.
   Jednak Hayden stał pod murem marznąc, z szalikiem nasuniętym na nos.
Czekał na kilku kolesi, ćpunów takich jak on, co nie zadowoli ich byle badziewie.Dlatego dzisiaj wybrał towar z najwyższej półki.
Po kilku minutach w oddali zauważył ich sylwetki.
                                        A miałem przestać
   Tak naprawdę to jednak miał nadzieję, że oni nie przyjdą. Myślał, że w tedy będzie łatwiej mu skończyć z tym gównem.
   Chwilę potem byli już przed chłopakiem.
-To gdzie idziemy?-rzucił na przywitanie.
-Zachodnia część miasta może być?-zaproponował brunet drobnej postury.
-To chodźmy- ruszył przodem ku zaułkom.
   Przez kilkanaście minut szli wąskimi i tylko im znanymi uliczkami. Niekiedy były to tylko wąskie przejścia między blokami, gdzie nie mieściło się więcej osób niż jedna. Gdy dotarli to jednej z ich "baz"[czyt. miejsc gdzie się spotykali] śnieg już przestał padać.Wszyscy stanęli wokół Haydena, a ten zaczął szukać czegoś po kieszeniach. Nagle z tyłu rozległy się kroki. Jeden z chłopaków odwrócił się.
-Witam panów. Chciałbym spytać się co panowie robią, bo może to coś niewłaściwego? -powiedział z ironicznym uśmiechem mężczyzna w granatowym mundurze.
Ja pierdole, policja. Musimy wiać, bo inaczej... Nie pozwolę, na to.
-Na trzy wiejemy, do głównej bazy.- szepnął wysoki brunet.
Każdy ze sztucznym uśmiechem odwrócił się do policjanta.
-Raz...-odezwał się po raz drugi-... i trzy. Wiejemy!
    Rozpoczęła się gonitwa. Hayden razem z 4 innych osób biegł na przodzie, a za nimi jeszcze kilka osób.
Dzięki szybkiemu startowi szybko wyprzedzili policjanta, który zdał sobie sprawę z ucieczki dopiero po krótkiej chwili. Po skręceniu w jedną, a potem drugą z bocznych uliczek wydawało się, że go zgubili.
   Gdy się zatrzymali w głównej bazie, Hayden pochylił się do przodu i oparł ręce na kolanach. Dawno nie biegał, a śnieg pokrywający oblodzony chodnik i mroźne zimowe powietrze nie sprzyjały temu. W lecie potrafił biegać nawet przez 2 km, a teraz jest już zmęczony po przebiegnięciu połowy tej trasy.
  W klatce piersiowej czuł kłucie, a serce biło trochę za szybko. Czekał chwilę aż się uspokoi, a kłucie zniknie. Jego blond włosy przykleiły się do czerwonej twarzy. Jego koledzy wyglądali podobnie.
   Po kilku minutach każdy odpoczął by móc iść dalej.  Znajdowali się na małym placy z trzema uliczkami, którymi można się było  stamtąd wydostać. Ku ich zaskoczeniu z każdej wąskiej alejki wyszło po 3 policjantów.
-Teraz jesteśmy w dupie. -skomentował jeden z chłopaków.
-Oj, jesteście. Udacie się z nami do radiowozu dobrowolnie czy nie.- zapytał jeden z mundurowych.
  Miał on ciemne włosy i wąsy, ale nie był bardzo stary. Najwyżej koło 35 lat.
Hayden gorączkowo myślał co zrobić. Nie chciał się poddać, choć nadal nie wiedział co zrobić.
   Gdy tak myślał nie zauważył podchodzącego od tyłu mundurowego. W ostatniej chwili zdał sobie sprawę co się dzieje. Jednak był zbyt wolny i towar został mu odebrany.
-Nie... Oddajcie. Nie pozwolę.. -ruszył w kierunku policjanta i zaczął wieszać się na nim próbując dosięgnąć torebki. W końcu stracił równowagę i wyrżną brodą o ziemię. W tej samej chwili dwóch policjantów wsadziło go do radiowozu.
   Kilkanaście minut później wszyscy  byli na posterunku.
-Co to jest? I skąd to macie?
-... nie twoja sprawa. -powiedział pod nosem Hayden i podniósł już głos bardziej- A teraz oddajcie to i wypuście mnie. Nie będę się wam z niczego tłumaczył. MAM WAS WSZYSTKICH, KURWA W DUPIE!!!!
  Wstał z krzesełka, podszedł do ściany i zaczął walić w nią pięścią. Po kilku uderzeniach na jasnozielonej farbie zostało kilka wgnieceń.
-Proszę się uspokoić. Narobisz sobie tylko krzywdy. Lepiej odpowiedzcie, albo to się dla was źle skończy.
   Hayden usiadł i już siedział cicho patrząc pod nogi lub na sufit jakby było tam coś interesującego.
-Dobra, ja powiem... -odezwał się jeden z chłopaków.
-Zamknij się albo dostaniesz! -uciszył go od razu blondyn, więc chłopak przestał mówić.
   Znowu siedzieli w ciszy, którą przerywało tylko rytmiczne postukiwanie długopisem o stół przez policjanta. Mimo, że minęło nie więcej niż minuta, czas zdawał się zatrzymać i trwać wieczność.
-Skoro nie chcecie ze mną rozmawiać to załatwimy to inaczej.-spojrzał w stronę drzwi i krzyknął-Ej, młody! Przynieś mi tu miskę z wodą.
-Po co ci ona? -zapytał Hayden.
-Zobaczysz.
Chwilę później młody chłopak przyniósł proszoną rzecz.
-Proszę bardzo, komendancie. Ale jeśli mogę spytać. Po co ona ?
-Jeśli chcesz wiedzieć to stań obok i patrz.
   Komendant postawił miskę przed sobą i wziął torebkę z białym proszkiem. Wsadził dwa palce między ścianki i rozszerzył otwór. Potrząsnął lekko torebką by proszek opadł na dno.
-Teraz inaczej porozmawiamy.-Uśmiechnął się szyderczo.
Przechylił torebkę nad miską i zaczął opróżniać jej zawartość do miski. Jednak pod koniec zostawił odrobinkę.
-To do analizy. -polecił podwładnemu, który stał osłupiały. -No, rusz się,
 Hayden i inni wyglądali podobnie.
-M-mój ... v..vv..vvi... vibowit! Mój kochany VIBOWIT! Nie wierzę, że to zrobiłeś.  Wypuść mnie.. WYPUŚĆ! -zaczął krzyczeć w furii i machać rękami.
Prawie przywalił komendantowi, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
-Jak to... Vibowit? -zdumiał się policjant.- Wy chcieliście ćpać Vibowit? ha... większej komedii w życiu nie widziałem. Jesteście wolni.
Hayden jeszcze długo był wkurzony, ale w głębi duszy jednak się cieszył.

Może to pierwszy krok do rzucenia tego świństwa?
KONIEC 


środa, 30 października 2013

Rozdział 3 Ostatni raz. Ja już nie dam rady

Zakładka INFORMACJE, oraz na końcu notki. Zobaczcie. Głosujcie też w ankiecie.~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

   Viv biegła obok prowadzonego przez nią Aki'ego. Husky merdał wesoło ogonem i co chwilę radośnie szczekał ukazując swe zadowolenie. Oboje lubili razem biegać. Robili to codziennie, po powrocie Vivien ze szkoły. Dzięki temu dziewczyna miała dobrą kondycję i była najlepsza z biegów wśród dziewczyn, a i wśród chłopców zajmowałam wysoką pozycję.
   Za chwilę powinni wracać do domu, więc pobiegła jeszcze razem z psem do parku. Śnieg rytmicznie chrzęścił jej pod nogami, póki nie przystanęła przy oblodzonej ławce, jednej z wielu w tym miejscu.
-Odpocznij chwilę, bo zaraz wracamy.-zwróciła się do pupila opierając dłonie na kolanach.
   Z jej ust wydobywała się para, która unosiła się i zaraz znikała. Vivien rzuciła tylko przelotne spojrzenie na bezlistne drzewa i ruszyła z powrotem do domu. prowadząc obok Aki'ego.
   Gdy dobiegła pod drzwi domu była już całkiem zmarznięta. Gdy weszła zdjęła szybko kurtkę i buty, a następnie wstawiła wodę do gotowania.
   Telefon. Cholera... Szybko, gdzie on jest...
I pobiegła szybko po schodach na górę. Wpadając do swojego pokoju złapała tylko plecak i zaczęła gorączkowo szukać telefonu. Gdy wyjęła go z jednej z licznych kieszeni od razu włączyła go.
  Chwilę potem rozległ się dźwięk dzwonka.
                                                                          ~*~
-Halo-odezwał się głos w słuchawce.
-Viv, no nareszcie. Wpadaj do mnie, albo nie, ja do ciebie. -powiedziała rozemocjonowana  Lynn.
-Dobrze. Czekam.-zakończyła rozmowę Viv.
   Tak wyglądała typowa rozmowa przyjaciółek. Rzadko kiedy, wyjaśniały sobie coś przez telefon. Zazwyczaj jedna przychodzi do drugiej.
   15 minut później szatynka była już u przyjaciółki i obie piły herbatę.
-Gadaj, dlaczego nie odbierałaś?-rzuciła pełna wyrzutów Lynn.
-Przepraszam. Zapomniałam włączyć telefon, a od razu po powrocie poszłam z Aki'm pobiegać.
-Dobra, wybaczam. Opowiadaj.
-Zauważył mnie na samym początku, ale to ukrywał. Potem udawał, że śpi, a ja głupia podeszłam i dałam się zaskoczyć. Potem mnie jeszcze wyprowadził z tych uliczek, bo sama się już zgubiłam.- wyjaśniła uśmiechając się lekko.
-Och. Nic ci nie zrobił?-zapytała z troską.
-Nie. Najwyżej wystraszył, ale potem przeprosił. Według mnie jest całkiem miły. Przyznam się, że jak udawał i ja podeszłam, to gapiłam się na niego.
Nagle obie wybuchnęły śmiechem. Później Vivien opowiedziała przyjaciółce wszystko bardziej ze szczegółami. A po ich rozmowie, Lynn musiała wracać już do siebie.

                                                                             ~*~
    Chłopak wszedł właśnie do domu. Jego twarz, a szczególnie nos i policzki były zaczerwienione od mrozu. Przydługie, blond włosy potargane przez wiatr częściowo opadały na twarz. Szybko zdjął kurtkę i buty, a następnie skierował się do kuchni by wstawić wodę na herbatę. Czas oczekiwania dłużył mu się. Ciągle myślał, o tej rudowłosej dziewczynie.... jak jej tam było? Vivien. Nadal nie ogarniał trochę sytuacji i nie wiedział dlaczego go śledziła. Co ją w nim tak ciekawiło. Przecież tylko wpadli na siebie podczas drogi do szkoły.
   Z tych rozmyślań oderwał go gwizd czajnika. Wyłączył gaz i zalał herbatę. Zaniósł ją do pokoju i usiadł przed komputerem. Czekał chwilę, aż sprzęt się uruchomił i wszedł na Facebooka. Przez chwilę patrzył na tablicę, lecz po chwili w wyszukiwarce wpisywał :
"Vivien Motion"
    Ukazał mu się jej profil. Na awatarze było zdjęcie uśmiechniętej radośnie dziewczyny. Wstyd się przyznać, ale sam uśmiechnął się pod uchem  widząc jej radosną twarz.
                                                             Zaprosić, czy nie?   
Nie mógł się zdecydować. W końcu wcisnął "Zaproś do znajomych" .  Chwilę potem wyłączył komputer i gdy dopił swoją herbatę położył się na łóżku. Mimo, że chciał nie mógł zasnąć. Ciągle rozmyślał o jednym.
O niej. Nie dał rady wyrzucić jej ze swoich myśli. Próbował wiele razy myśleć o czymś innym, nawet o prochach, które zazwyczaj liczyły się najbardziej ze wszystkiego. Jednak jego próby zaśnięcia i wyrzucenia z umysłu Viv skończyły się fiaskiem.
    Zrezygnowany wstał i wyjął z szuflady biurka foliową torebkę z białą zawartością. Za każdym razem myślał czy by tego nie rzucić, ale sam i tak by nie dał rady, a na odwyk nie miał zamiaru iść.
To ostatni raz...
 Zawsze tak mówił, ale i tak były kolejne. Pewnie i tym razem będzie tak samo.                                                                                                                         ~*~
   Już od kilku minut siedział w pokoju, gdyż nie miał ochoty patrzeć na to wszystko. Na ten cały syf, butelki, które są wszędzie, oraz ojczyma, który albo pił, albo leżał nieprzytomny, nieogolony i brudny na niewiele czystszej kanapie. Sam chciał nawet kilka razy zrobić to samo. Zacząć chlać dla ukojenia bólu, ale widząc go codziennie, obiecał sobie, że nigdy nie będzie taki sam. Wiedział, że mama byłaby za to na nich zła.
   Najbardziej to chciałby by jago jedyny rodzic znów stał się taki jak kiedyś, gdy mama jeszcze żyła. By był troskliwy tak jak kiedyś.
   W końcu oderwał się od złych myśli i postanowił choć trochę posprzątać. Wstawił pranie do starej i charczącej pralki, a później zabrał się za zmywanie góry naczyń. Gdy i naczynia się skończyły, pozbierał wszystkie butelki po alkoholu, których się już sporo nagromadziło i poszedł je odsprzedać.
No, więc kilka drobnych więcej. Jeszcze jakaś praca dorywcza i będzie na rachunki.
   Pomyślał wracając ze sklepu. Jednak musiał jeszcze wiele zarobić, bo choć na rachunki  mało zostało, to potrzebował jeszcze na jedzenie, ubrania z których już powoli wyrasta i inne przedmioty, których jest ciągłe zapotrzebowanie.
   Mimo swoich starań Kevin ledwo wiąże koniec z końcem. Jego ojciec musi w końcu przestać pić.
Po chwili zastanowienia poszedł do salonu. Jak dawno z nim rozmawiał? Sam już nie pamięta.
   Podszedł i lekko go szturchnął by go obudzić. Gdy to nie pomogło, to klepnął go lekko w policzek kilka razy, póki nie otworzył oczu.
-Tato...-zaczął nie patrząc na ojca - Chcę porozmawiać.
   Poczekał aż ojczym usiądzie i choć trochę się obudzi.
-... Ja... nie daję powoli rady.- zacisnął ręce, aż zbielały mu palce.- ...prze...przepraszam, ale... chcę żebyś ... poszedł na odwyk. -teraz rozluźnił się trochę i mówił dalej. - To trochę kosztuję, ale zarobię na niego. Teraz ledwo wiążę koniec z końcem. Nauka i praca zajmują mi dużo czasu. Ale jak przestaniesz pić i znajdziesz pracę, to będzie nam łatwiej. Poradzimy sobie. My, we dwóch. -uśmiechnął się krzywą i w końcu spojrzał ojcu na twarz.
  Zobaczył wzruszenie, i troskę. Troskę o niego samego, ale też zmartwienie.
-Ja... ja chciałbym.Ale nie wiem czy dam radę. - odpowiedział w końcu lekko bełkocząc ojczym chłopaka i spuścił głowę.
_________________________________________________________________________________


Dobra, skończyłam w końcu. Dawno  nie było notki ;__;
Mam też zamiar zrobić one shoot'a na 200 wyświetleń. Dziękuję, wam. Nie wiele zostało do tego.
Ale najpierw chcę żebyście zagłosowali w ankiecie.
Wiem, jest tam na 150, ale nie wiedziałam, że tak szybko wyświetlenia wzrosną z 148 do 177 *o*
Jakby co to info w zakładce Informacje. :)

piątek, 18 października 2013

Rozdział 2 część II ... Viv, odbierz.

-Blake!!!-krzyknęła dziewczyna przytulając się do chłopaka.
-Też się cieszę, że cię widzę.-uśmiechnął się Blake.
   Oboje usiedli na podłodze i rozmawiali tak jak co dzień o przebiegu dzisiejszego dnia. Potem szatynka poprosiła o naukę gry na gitarze. Blake pokazywał pewne części melodii, a Belinda starała się je zapamiętać i powtarzała je. Chłopak zaczął ją uczyć zanim zaczęli ze sobą chodzić. W gruncie rzeczy to dzięki ich spotkaniom pokochali się. Po 2 latach nauki dziewczyna przerwała ją, lecz teraz nadal uczy się raz na jakiś czas, gdy oboje mają na to ochotę i czas.
-Dobra, koniec. Palce mnie bolą. Przepraszam, nie ćwiczyłam ostatnio.-Belinda odłożyła gitarę i oparła głowę o łóżko, bo siedzieli na podłodze.- Zmęczona jestem.
Chłopak objął ją, a ona położyła głowę na jego ramieniu i przymknęła lekko oczy. Nie zauważyła nawet kiedy zasnęła.
                                                                                 ~*~
   Gdy Hayden wyprowadził Vivien z bocznych uliczek przystanęli na chwilę.
-Ja cię jeszcze raz przepraszam. Nie wiem co mi strzeliło do głowy.-powiedziała dziewczyna.
- Wybaczam, nie musisz tego tak rozpamiętywać. Następnym razem po prostu myśl. Do zobaczenia.- uśmiechnął się i ruszył w swoją stronę.
-Do zobaczenia.
Dziewczyna obróciła się na pięcie i poszła w kierunku swojego domu. Mieszkała w dwupiętrowym domu, z dużym podwórkiem, brukowanym chodnikiem i ścieżkami  wysypanymi żwirem, oraz garażem.
     Gdy przekroczyła furtkę podbiegł do niej biało-czarny huski, o niebieskich oczach machając wesoło ogonem.
-Aki, pieseczku. Stęskniłeś się co? Już pani przyszła. Przepraszam, że tak długo.-mówiła Viv tarmosząc gęstą sierść pupila.- Pójdę tylko coś zjeść i pójdziemy pobiegać. Poczekaj na mnie.
Aki wlepił w nią parę niebieskich oczu. Wydawało się jakby zrozumiał. Gdy dziewczyna przywitała się z czworonożnym przyjacielem, weszła do domu i rozebrała się.
-Mamo! Tato! Wróciłam!. -krzyknęła, by rodzice usłyszeli jeśli byli w domu.
   Jednak nikt nie odpowiedział, co oznaczało tylko, że są nadal w pracy. Vivien odłożyła plecak do pokoju i poszła do kuchni. Na drzwiach lodówki wisiała karteczka:

     "                   Hej kotku. My jesteśmy w pracy i wrócimy          późno. Jeśli będziesz głodna zrób sobie coś do                    jedzenia. Nakarm też Aki'ego. Nie czekaj na nas. Buziaki.
                                                                                                                Mama"
Dziewczyna odczepiła ją i wyrzuciła do kosza. Następnie zajrzała do lodówki i wyjęła resztki z wczorajszego obiadu do podgrzania.
    Gdy zjadła nasypała trochę karmy do miski Aki'ego i wyszła z nim pobiegać.
                                                                  ~*~
   Lynn niedawno wróciła ze sklepu. Zostawiła wszystko na stole, a teraz siedzi  w pokoju i wpatruje się w telefon.
            Viv, zadzwoń... przez ciebie czuję się winna, że cię zostawiłam
 
  W końcu zrezygnowana odłożyła telefon i zaczęła odrabiać lekcje.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to mamy już cały 2 rozdział. Wiem, to jest badziewne, ale jakoś trzeba zacząć, a tak sama z siebie w końcu zacznę to olewać, więc wolę prowadzić bloga.
Rozdział był gotowy już z tydzień temu, ale część tekstu wzięła mi się coś tak ustawiła, że żeby wrócić do poprzedniego stanu to musiałam to przepisać. Niestety jestem leniem i dopiero dziś się na to zdobyłam.

Teraz jeszcze jest mało akcji i muszę dodać trochę więcej opisów-nie jestem w tym dobra-, ale najpierw musi się to wszytko trochę rozkręcić.
Dobra, nie zanudzam was już smerfy.
                                                                                            Wasza Kara-chan 

poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział 2 cz. I Buuu...

   Lekcje się skończyły, a Vivien znalazła w tym czasie rozwiązanie by zaspokoić swoją ciekawość. Postanowiła go śledzić.
-No proszę, Lynn. Ja chcę się tylko dowiedzieć kilku rzeczy.- rudowłosa prosiła przyjaciółkę.
-Nie i koniec. Upadłaś na głowę.- nie zgodziła się.
-Skoro tak, to idę sama. To będzie twoja wina  jeśli coś mi się stanie.
Viv odwróciła się na pięcie i ruszyła za znikającym za rogiem Hayden'em. Postanowiła go śledzić.
   Dlaczego? Sama tego nie wie. Chciała wiedzieć, dlaczego on jest taki "dziwny".
Szła za nim starając się nie robić hałasu, zachowując odległość.
Gdy chłopak skręcał w coraz to bardziej ukryte, ciasne i zatęchłe uliczki, gdzie nie mogła się schować zaczęła mieć wątpliwości. Co się stanie gdy ją zauważy?
  W końcu chłopak się zatrzymał i usiadł pod ścianą. Viv chcąc obserwować go nie będąc wykrytą schowała się za jakimś starym łóżkiem wyrzuconym na śmietnik.
     No i co teraz zrobisz, co? Będziesz tak siedział?
Patrzyła, jak wyciągnął z plecaka książkę i zaczął ją czytać.
-Co do cho...-przerwała zatykając usta dłoni i dokończyła w myślach- cholery ona wyprawia.
   Czytać? W takim miejscu? Na mózg mu padło?
Chłopak siedział tak przez kilkanaście minut, aż w końcu strony jego książki stanęła w miejscu.
-Zasnął?-zapytała siebie po cichu.
Chłopak nie ruszył się, więc albo nie usłyszał, albo naprawdę śpi.
Zaczekała jeszcze kilka minut i zdecydowała się podejść.
   Ukucnęła przed nim i przyjrzała się mu. Zobaczyła jego blond włosy opadające na jego czoło i zamknięte oczy.
  On jest naprawdę ładny. 
Patrzyła na niego, patrzyła i nie mogła przestać. On był taki śliczny ja spał.
-Buuu-krzyknął blondyn łapiąc dziewczynę za ręce i przyciskając do ściany.Ta krzyknęła przerażona i otworzyła szeroko oczy.
-Dlaczego mnie śledzisz? -zapytał wprost do jej  ucha nadal mocno trzymając jej nadgarstki.
Czuła jego oddech na karku. Przeraziła się. Od razu pożałowała tej decyzji, a ze strachu nie mogła wydobyć z siebie słowa. Po kilku  chwilach uspokoiła się trochę.
-Ja...ja... przepraszam. Nie wiem dlaczego... tak jakoś...-nogi jej się ugięły, a chłopak puścił jej ręce. Osunęła się powoli na ziemię, spuściła głowę, a włosy przysłoniły jej twarz.
Nadal się bała. On mógł jej coś zrobić, a ona o tym nie pomyślała.
  Głupia. Głupia.
Załkała cicho a potem zaczęła się śmiać.
Hayden na początku żałował, że ją tak nastraszył, lecz po chwili zirytował się.
-Z czego się śmiejesz?-rzucił
-Z.. z mojej głupoty. -gdy to powiedziała, przestała się śmiać i spojrzała na chłopaka.
Tusz rozmazał się jej na twarzy tworząc czarne smugi na policzkach.
-Przepraszam-powiedział chłopak nie patrząc na nią.
-Za co?-spytała nie ukrywając zdziwienia.
-Za to, że cię przestraszyłem. Nie chciałem doprowadzić cię do płaczu.-spojrzał w końcu na nią.
  -Ach, za to. Nic się  nie stało. To moja wina. Nie powinnam była cię śledzić- wstała i wytarła twarz chusteczką wyciągniętą z plecaka- Pójdę już. Do zobaczenia jutro w szkole.
-Do zobaczenia.
Dziewczyna zrobiła kilka kroków i już miała skręcić w jedną z uliczek, gdy Hayden złapał ją za ramie.
-Wyjście jest w tą stronę. -skazał kciukiem w tył.
-Eee zgubiłam się.
-Jesteś upierdliwym kurduplem. Chodź za mną. -i ruszył przodem
                                                                        ~*~
   Chłopak stał oparty o murek z fajką w ustach. Czekał, na znajomych.
Znajomych, właśnie. Przyjaciółmi ich nazwać nie mógł. Nie ufał im, a oni mu też. Byli po prostu pierwszymi  i jedynymi z którymi się zakolegował.
-No hej, stary. Idziemy dziś do mnie.- Zapytał jeden z szóstki chłopców.
-Sorry Luke, nie dzisiaj.-odpowiedział gdy przypomniał sobie, że miał coś zrobić.
-No dobra.
Pożegnał kumpli i poszedł dalej. Skierował się w stronę sklepu. Musiał zrobić zakupy i posprzątać w domu, oraz zarobić coś trochę na rachunki, które na szczęście były niskie.
  Wziął koszyk i zaczął krążyć między pułkami. Najpierw wziął chleb, jakieś najtańsze parówki, bo na wędlinę było za mało i butelkę wody. Po zebraniu wszystkich rzeczy ruszył do kasy. Za nim do niej doszedł zauważył dziewczynę, której się  rozsypały monety.
-Pomogę.-powiedział z uśmiechem kucając obok dziewczyny.
Razem szybko zebrali bilony i wstali.
-Dziękuję. -dziewczyna także się uśmiechnęła odgarniając brązowe włosy z twarzy-A my się przypadkiem nie uczymy w tej samej klasie?
-Yyy no chyba tak. Lynn? Chodzisz ciągle z tym rudym kurduplem... hmmm.. Vivien.
-Kurduplem? Trochę szacunku dla mojej przyjaciółki.- zrobiła naburmuszoną minę
-Och, przepraszam, ale nie zmienisz tym jej wzrostu. Jest kurduplem i nim będzie.
  Dziewczyna pokręciła tylko głową i poszła do kasy zostawiając chłopaka samego. Kevin  chwilę po niej też poszedł zapłacić za zakupy.

                                                                   KONIEC CZĘŚCI I
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Według mnie to za mało na jeden rozdział, więc będzie podzielony na 2 części, bo teraz nie mam sił pisać, a mam kilka pomysłów w głowie. Będę codziennie po trochu dopisywać do nowego rozdziału, więc na weekend powinien być.
Do zobaczenia smerfiki :*

poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 1 ..taki dziwny

   ... Mała, ruda dziewczyna.
-Oj przepraszam- powiedział
-Nie to ja przepraszam. Zagadałam się z Lynn i nie uważałam-pokazała na koleżankę i dalej ciągnęła swój monolog- A ty jesteś Hayden, prawda?
-Eee.... Tak.-powiedział nieco skołowany.
  Skąd, ona mnie do cholery zna?
-Czyli dobrze pamiętam. Nie wiem, czy mnie kojarzysz, ale chodzimy do tej samej klasy. Jestem Vivien. -podała do niego rękę.
-Aha-mruknął pod nosem i uścisną jej dłoń.
Potem uśmiechnęła się do niego i poszła dalej rozmawiając z koleżanką.
    Nie wiedzieć czemu ten uśmiech spodobał się Haydenowi. Był taki szczery i radosny.
Od dawna on sam nie zaznał szczęścia. Jedyne co to haj z narkotyków i wódka.
Teraz sam skierował się w stronę szkoły, tylko, że inną drogą. On chodził na skróty- bocznymi, niebezpiecznymi i śmierdzącymi uliczkami. Nie bał się, lecz chodząc tędy czuł się dobrze.
Samotność, cisza. Słyszał nawet bicie własnego serca. Niestety trwało to krótko. Wkrótce wyszedł zza budynków przy szkole i wszedł do niej 5 minut przed dzwonkiem.
                                                                        ~*~
-Belinda Alden? -nauczycielka sprawdzała obecność.
-Jestem
-Kevin Eternal?
-Obecny
-Lynn Grendwich?
-Obecna.
-Hayden Matter?
-Jestem.
-Vivien Motion?
-Obecna.
Nauczycielka wyczytała kilka innych nazwisk i zaczęła lekcję.
   Vivien myślała nadal nad tą sytuacją przed szkołą.
 Ten chłopak... blondyn. Zdawał się być taki... dziwny. Wiedziała, że on powtarza klasę i dlatego trafił do nich. Chodzą słuchy, że ćpa i pije. Nie zdziwiłaby się gdyby to była prawda.
 
    Gdy lekcja dobiegła końca uczniowie wyszli na korytarz. Każdy poszedł pod swoją salę, położył plecak i albo siedział, albo poszedł gdzie indziej. Viv razem z Lynn usiadły pod salą i rozmawiały.
-Wiesz, Lynn. Ten chłopak... co dzisiaj na niego wpadłam wydaje się być dziwny. Może nie jakiś zły czy coś, ale... samotny. Tak... samotny. Wydaje się być z tego powodu zadowolony.Aż mam dreszcze.- zatrzęsła się udając dreszcze.
-Nie przejmuj się nim. On ma swoje życie i pewno nie chce byś wchodziła w nie z butami.
-Masz rację.
Rozmawiały tak dalej, aż do dzwonka.
                                                                        ~*~
     Chłopak szedł z papierosem w ustach. Uspokajał go. Palił już od jakiś 2 lat. Matka przecież nie żyła, ojczym był zawsze schlany w trzy dupy, więc kto miał mu zabronić?
-Ooo, kogo tu mamy, Kevin. Hej brachu. Masz coś?-powiedział brązowowłosy chłopak, który stał na czele nielicznej grupki, której członkowie nie wyglądali przyjaźnie.
-Nie.
-Och szkoda. Następnym razem załatwisz?-dalej dopytywał.
-Może. -odburknął krótko i poszedł dalej.
     Przed szkołą  wyrzucił peta i zgasił go stopą.
-Ej młody chłopcze. Wyrzuć to do kosza. -upomniała go pani dyżurująca.
-Nie-burkną pod  nosem i poszedł do szatni.
  Lekcja była nudna. Zasypiał już. A na przerwie siedział tylko pod salą. W między czasie do jego uszu dotarły urywki rozmowy dwóch dziewczyn siedzących obok.
  Nie żeby on  podsłuchiwał, ale  po prostu mówiły głośno. Na szczęście i tak go to nie interesowało. Wpatrywał się w zieloną ścianę budynku, a słowa dziewczyn wpadały do jednego ucha, a drugim wychodziły.
Na następnej przerwie w sklepiku szkolnym kupił sobie "Siedem dni" i zjadł pod salą.
   10zł - około 2 złote . Zostanie mi jakieś 8 złoty. Ehhh... Chleb, ...  to daje 5, ... i jeszcze... [bla bla bla  i tak w stylu co kupić, aby wyszło najtaniej]
                                                                             ~*~
-Ej, Blake pomożesz mi w tym zadaniu.- poprosiła dziewczyna stojąca nad nim.
-Spadam. Korepetytor ze mnie czy jak? -spławił dziewczynę
  I to ma być "podrywanie" ? Haha, bo ja nie słyszałem co one mówiły, wcale. 
      Chłopak siedział pod salą. Uczył się w technikum, bez Belindy. To było trochę uciążliwe. Po szkole i przed spotykał się z nią ciągle, ale w szkole był napastowany przez inne dziewczyny. Musiał za każdym razem je spławiać. Na razie tylko ogranicza się to do chichotów obok, oraz pojedynczych dziewczyn proszące o pomoc w nauce, lub innej drobnej sprawie. Myślał nawet, czy nie zerwać z Bel, ale po chwili z
zganił się za ten pomysł. Za mocno ją kochał, by to zrobić. Znali się od dawna, a chodzili ze sobą już kilka lat. Byłoby to niemożliwe.
  W końcu przestał dumać nad sobą i wszedł do sali, bo po chwili zadzwonił dzwonek.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dobra smerfki, oto macie pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się podobał.
Miał być  w weekend, ale byłam przez dwa dni u rodziny i zaczęłam  w sobotę, odrobinę dopisałam wczoraj i dziś skończyłam.
Wiem, rozdział jest byle jaki, krótki i ogólnie bleee. Mi też się nie podoba, ale brak weny skutkuje takim oto wynikiem.
P.D.
Niedługo pojawi się obrazek 1-szej postaci - Belindy. 

czwartek, 19 września 2013

Prolog

Drrrrr..... Coś zadzwoniło.
Chłopak otworzył oczy i wyłączył budzik. Było jeszcze ciemno.
-Nienawidzę zimy. - mruknął pod nosem
Podniósł się na łokciach i usiadł na łóżku.
Czas zbierać się do szkoły. Jej też nienawidzę... ach...
Najpierw wrzucił do plecaka potrzebne rzeczy i wyszedł z pokoju. Poczuł intensywny zapach alkoholu, który nie był mu obcy. Jego ojczym pił odkąd matka zmarła, czyli od jakiś 13 lat. Mimo, że miał dopiero 4 latka, to dobrze to pamiętał.
    Siedział sobie  i grał w jakąś samochodówkę, gdy jego ojczym wparował do pokoju.
-Kevin, ubieraj się. Jedziemy.
-A...ale, ja chcę dokończyć.-pisnął.
-Nie marudź w tej chwili.
Zostawił wtedy grę na pauzie, założył buty, wziął kurtkę i zszedł schodami za ojczymem.
Jechali spory kawał czasu, póki nie pokazał się budynek szpitala. To tam jechali.
Po zapytaniu w recepcji poszli do pokoju nr 13.
-Och... przyszliście- powiedziała kobieta, która była cała w bandażach i miejscami w gipsie, oraz miała podłączoną aparaturę.
Widać było, że się dopiero obudziła.
-Mm....ma....ma. -powiedział chłopiec
-Przepraszam cię synku, że mnie taką widzisz. Nie chcę byś przeze mnie płakał.
Siedzieli tam przez kilka godzin, a potem pojechali do domu.
   Wieczorem zadzwonił telefon.
To była informacja ze szpitala o śmierci jego matki i, że przetrzymają ją przez 2 godziny, bo takie są procedury.
Potem był już tylko pogrzeb

  Pamiętał to. Dobrze to pamiętał, a na samą myśl łzy stawały mu w oczach.  Zajrzał do sąsiedniego pokoju, bo drzwi były otwarte. Normalnie by ich nie otworzył.
On leżał tam. Tak jak zwykle. Napity do utraty przytomności, nieogolony i brudny. Wszędzie walały się butelki, po piwie i wódce.
  Mimo, że tak  wyglądał, było mu go szkoda. Dlaczego? Bo w czasach jego dzieciństwa był dobry. Nawet bardzo dobry. Mama go kochała, on jego też. Ale co robi rozpacz, stres? Ingeruje w życie ludzi i doprowadza ich do szaleństwa. Jedni piją, ćpają, tracą zmysły, nabywają lęków.
Wiedział dlaczego jego ojciec taki jest, dlatego nadal go kocha.
   Podszedł do lodówki i ...
-Kur*a, znowu nic nie ma.- powiedział.
Zamknął ją, sięgnął do puszki na szafce i wyciągną  stamtąd 10 złoty.
Musi wystarczyć.
Założył wczorajsze spodnie, t-shert i bluzę. Na korytarzu założył buty, kurtkę, wziął z półki papierosy i wyszedł.
                                                                 ~*~
-Viv. Hej. Chodź. -krzyknęła dziewczyna o jasno brązowych włosach i brązowych oczach.
-O Lynn. Hej. -odpowiedziała jej Vivien.
Obie dziewczyny były w 1 klasie LO. Razem w "F" . Były wzorowymi uczennicami, oraz molami książkowymi. Akurat szły do szkoły i się spotkały. Dalej szły razem plotkując.
-Masz pracę dodatkową z polskiego- zapytała
-Oczywiście- odpowiedziała Lynn.
-A ja nie. Nie chciało mi się.
-Viv. No coś ty. Przecież ty zawsze robiłaś prace dodatkowe.
-Dobra, dobra. Raz mi się nie chciało, a ty już masz wyrzuty. To było przecież dla chętnych, a ja nie jestem, proste.
Czy ona zawsze musi się tak czepiać? ...Ale to moja przyjaciółka,  martwi się o mnie.
Potem dalej szły razem do szkoły rozmawiając.
                                                                  ~*~
-Blake... Miałeś mnie zabrać do kina. -powiedziała proszącym tonem Belinda.
-Skarbie. Nie mam czasu.-zbył ją nie odrywając spojrzenia od książki.
   Zawsze mnie zbywa.
Wyrwała mu książkę z ręki, założyła zakładkę i położyła na półce.
-Eeej... oddaj.-powiedział chłopak.
-Po moim trupie. Po pierwsze, patrz na mnie jak do ciebie mówię. Po drugie jakaś książka jest ważniejsza ode mnie.-powiedziała zirytowana.
Blake przytulił ją i potarł nosem o jej nos.
-Proszę ,patrzę ci w oczy. Prosto w oczy. A żadna książka nie jest ważniejsza od ciebie, tylko to po prostu lektura, a mam czas na jej przeczytanie do  jutra. Wiesz, że nie znoszę czytać. A jeśli chodzi o kino, to możemy wybrać się za tydzień, jak skończymy ją omawiać. -pocałował ją delikatnie w usta.
-No dobrze. -uśmiechnęła się -ale za tydzień idziemy do kina i nie ma żadnego przekładania.
-Obiecuję-także się uśmiechnął.
-Skoro obiecujesz, to zagraj mi coś, a potem dam ci spokój i pójdę już do domu, bo za chwilę idę do szkoły.
-Skoro prosisz, to zagram.
    Wziął do rąk gitarę i nastroił ją. Gdy był już pewien, że dźwięki są właściwe zagrał jej ulubioną melodię, którą kiedyś sam wymyślił. Belinda była zachwycona, a przy ostatnich wybrzmiewających  dźwiękach wstała pocałowała go i wzięła torebkę.
-Do zobaczenia. Kocham cie.- pożegnała się.
-Ja ciebie też. Do zobaczenia.- odpowiedział jej po zakończonej już piosence.
Jak  ja  go kocham. Nie chcę iść do szkoły. Pewnie znów dostanę jedynkę z niezapowiedzianej kartkówki, bez której się na pewno nie obejdzie.    Dziewczyna ruszyła do domu. Wzięła szkolną torbę i poszła do szkoły.
                                                                         ~*~
-Aaa... mój łeb. -rzekł chłopiec a jasny kosmyk włosów opadł mu na czoło.
Dopiero wstał. Ciemność za oknem wyraźnie wskazywała wczesną godzinę, lecz była zima i to był zwykły ranek przed szkołą.
 Ja pie***le, dlaczego, nie wywalili mnie jeszcze ze szkoły? 
   On sam nie chce z niej odchodzić, ale gdyby go wywalili to by już nie wrócił. Ma mieszkanie, jest pełnoletni, to po co mu szkoła?
   Podszedł do lustra. Zobaczył siebie. Zwykłego chłopaka o blond włosach i błękitnych oczach, w samych spodniach od piżamy i z podkrążonymi oczami.
Poszedł do łazienki znaleźć jakieś leki przeciw bólowe. Gdy  znalazł ostatni listek wziął dwie i popił wodą.
Zadzwonił telefon.
-Halo?... Mama?-odebrał- Hej.... Nie, nie spałem już... Dziękuję, że się o mnie martwisz, ale poradzę sobie. Wystarczy, że opłacacie za mnie mieszkanie. ...Nie, nie wywalili mnie jeszcze...Miłego dnia, całuski, pa.
   Odłożył telefon, ubrał się, wziął plecak i wyszedł. Głowa nadal go bolała.
 Jak wrócę, muszę wziąć prochy. Uzależniłem się kur*a. Nie pójdę na żaden odwyk.
Blondyn szedł ośnieżonymi ulicami, a śnieg chrzęścił i skrzypiał pod butami.
Mijał zakręt i nagle wpadł na kogoś. Upadł. Ta osoba też. To była ...

                                                                        ~*~
Pam pam pam. I oto koniec prologu.
Jakby co w kursywie będę pisać ich  myśli, a retrospekcje pogrubieniem, dobrze?
 Wkrótce dodam oddzielne karty, gdzie będą różne informację, a jedną z nich będą postacie. Dostaniecie tam dokładny opis postacie, oraz rysunki-ale dopiero jak wykona je Mrs. Papka, czyli moja przyjaciółka-,  a tak poza tym, spodobał wam się prolog?
I jeszcze raz proszę o komentarze jeśli ktoś to czyta, bo to dla mnie ważne. :D

Rozdział powinien być w weekend jak dopisze mi wena.

środa, 18 września 2013

Hej smerfy.Przedstawienie.

Hej smerfiki. [Mogę was tak nazywać?]
Tak, o to ja. Będę autorką tego bloga, opowiadania itd.
Stworzyłam go wczoraj, więc nie martwcie się, że jest w rozsypce. Będę stopniowo go ulepszać.
A tak... muszę się wam przedstawić. Jestem Karolina, ale możecie mówić na mnie kara-chan/karaczan.
Nazwę wymyśliła mi Mrs. Papka, moja przyjaciółka, także bloggerka.
A więc, blog będzie opowiadaniem o trójce ludzi z problemami i czwartym człowieczku, który będzie miał w miarę normalne życie i dołączy do tej gromadki kłopotów. (z czasem bohaterów może być więcej, oraz pojawią się postacie poboczne)
Postacie będą w oddzielnej zakładce, tak samo jak i informację o nagłówku (skąd, kto i jak-o ile takowy będzie) itd.
 I mam jedną prośbę do was.
Jeśli jakiś post/rozdział wam się spodoba to proszę komentujcie, bo to będzie mnie motywowało do dalszej pracy. A jeśli chodzi o błędy to wytykajcie mi je śmiało, bo ja staram się pisać jak najlepiej etc.
To na razie tyle, spadam do szkoły. Jak wrócę postaram się coś napisać.
Mata ne (na razie).