Więc, tu dopiska będzie na początku. Otóż, chcę wam podziękować za to, że aż 200 osób weszło na tego bloga, a jakaś część z nich go czyta.-szkoda tylko, że nikt nie komentuje, ale Cśśśśś-Więc, to taki mały specjalny one-shot na tę okazję.
I jeszcze raz chciałabym prosić o komentowanie, chociażby coś banalnego, ale chociaż coś.
I jeszcze raz chciałabym prosić o komentowanie, chociażby coś banalnego, ale chociaż coś.
Jakby ktoś nie wiedział: one-shot to pojedyncze opowiadanie nie związane z fabułą, więc się nie pogubcie.
Nie chcę na razie mieszać wam w głowie i robić opowiadania o któreś z przyszłych par, więc zrobię takiego Trola.
Zapraszam do czytania, mam nadzieję, że się spodoba. :)

(obrazek z neta jakby co)
P.S.
I jeszcze raz chciałabym prosić o komentowanie, chociażby coś banalnego, ale chociaż coś. :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Drobny śnieg spadał dołączając się do reszty białej pierzyny albo rozpuszczał się na ciepłych twarzach przechodniów. Temperatura spadła poniżej -15 stopni Celsjusza. Mało kto teraz chodził na zewnątrz.
Jednak Hayden stał pod murem marznąc, z szalikiem nasuniętym na nos.
Czekał na kilku kolesi, ćpunów takich jak on, co nie zadowoli ich byle badziewie.Dlatego dzisiaj wybrał towar z najwyższej półki.
Po kilku minutach w oddali zauważył ich sylwetki.
A miałem przestać
Tak naprawdę to jednak miał nadzieję, że oni nie przyjdą. Myślał, że w tedy będzie łatwiej mu skończyć z tym gównem.
Chwilę potem byli już przed chłopakiem.
-To gdzie idziemy?-rzucił na przywitanie.
-Zachodnia część miasta może być?-zaproponował brunet drobnej postury.
-To chodźmy- ruszył przodem ku zaułkom.
Przez kilkanaście minut szli wąskimi i tylko im znanymi uliczkami. Niekiedy były to tylko wąskie przejścia między blokami, gdzie nie mieściło się więcej osób niż jedna. Gdy dotarli to jednej z ich "baz"[czyt. miejsc gdzie się spotykali] śnieg już przestał padać.Wszyscy stanęli wokół Haydena, a ten zaczął szukać czegoś po kieszeniach. Nagle z tyłu rozległy się kroki. Jeden z chłopaków odwrócił się.
-Witam panów. Chciałbym spytać się co panowie robią, bo może to coś niewłaściwego? -powiedział z ironicznym uśmiechem mężczyzna w granatowym mundurze.
-Witam panów. Chciałbym spytać się co panowie robią, bo może to coś niewłaściwego? -powiedział z ironicznym uśmiechem mężczyzna w granatowym mundurze.
Ja pierdole, policja. Musimy wiać, bo inaczej... Nie pozwolę, na to.
-Na trzy wiejemy, do głównej bazy.- szepnął wysoki brunet.
Każdy ze sztucznym uśmiechem odwrócił się do policjanta.
-Raz...-odezwał się po raz drugi-... i trzy. Wiejemy!
Rozpoczęła się gonitwa. Hayden razem z 4 innych osób biegł na przodzie, a za nimi jeszcze kilka osób.
Dzięki szybkiemu startowi szybko wyprzedzili policjanta, który zdał sobie sprawę z ucieczki dopiero po krótkiej chwili. Po skręceniu w jedną, a potem drugą z bocznych uliczek wydawało się, że go zgubili.
Gdy się zatrzymali w głównej bazie, Hayden pochylił się do przodu i oparł ręce na kolanach. Dawno nie biegał, a śnieg pokrywający oblodzony chodnik i mroźne zimowe powietrze nie sprzyjały temu. W lecie potrafił biegać nawet przez 2 km, a teraz jest już zmęczony po przebiegnięciu połowy tej trasy.
W klatce piersiowej czuł kłucie, a serce biło trochę za szybko. Czekał chwilę aż się uspokoi, a kłucie zniknie. Jego blond włosy przykleiły się do czerwonej twarzy. Jego koledzy wyglądali podobnie.
Po kilku minutach każdy odpoczął by móc iść dalej. Znajdowali się na małym placy z trzema uliczkami, którymi można się było stamtąd wydostać. Ku ich zaskoczeniu z każdej wąskiej alejki wyszło po 3 policjantów.
-Teraz jesteśmy w dupie. -skomentował jeden z chłopaków.
-Oj, jesteście. Udacie się z nami do radiowozu dobrowolnie czy nie.- zapytał jeden z mundurowych.
Miał on ciemne włosy i wąsy, ale nie był bardzo stary. Najwyżej koło 35 lat.
Hayden gorączkowo myślał co zrobić. Nie chciał się poddać, choć nadal nie wiedział co zrobić.
Gdy tak myślał nie zauważył podchodzącego od tyłu mundurowego. W ostatniej chwili zdał sobie sprawę co się dzieje. Jednak był zbyt wolny i towar został mu odebrany.
-Nie... Oddajcie. Nie pozwolę.. -ruszył w kierunku policjanta i zaczął wieszać się na nim próbując dosięgnąć torebki. W końcu stracił równowagę i wyrżną brodą o ziemię. W tej samej chwili dwóch policjantów wsadziło go do radiowozu.
Kilkanaście minut później wszyscy byli na posterunku.
-Co to jest? I skąd to macie?
-... nie twoja sprawa. -powiedział pod nosem Hayden i podniósł już głos bardziej- A teraz oddajcie to i wypuście mnie. Nie będę się wam z niczego tłumaczył. MAM WAS WSZYSTKICH, KURWA W DUPIE!!!!
Wstał z krzesełka, podszedł do ściany i zaczął walić w nią pięścią. Po kilku uderzeniach na jasnozielonej farbie zostało kilka wgnieceń.
-Proszę się uspokoić. Narobisz sobie tylko krzywdy. Lepiej odpowiedzcie, albo to się dla was źle skończy.
Hayden usiadł i już siedział cicho patrząc pod nogi lub na sufit jakby było tam coś interesującego.
-Dobra, ja powiem... -odezwał się jeden z chłopaków.
-Zamknij się albo dostaniesz! -uciszył go od razu blondyn, więc chłopak przestał mówić.
Znowu siedzieli w ciszy, którą przerywało tylko rytmiczne postukiwanie długopisem o stół przez policjanta. Mimo, że minęło nie więcej niż minuta, czas zdawał się zatrzymać i trwać wieczność.
-Skoro nie chcecie ze mną rozmawiać to załatwimy to inaczej.-spojrzał w stronę drzwi i krzyknął-Ej, młody! Przynieś mi tu miskę z wodą.
-Po co ci ona? -zapytał Hayden.
-Zobaczysz.
Chwilę później młody chłopak przyniósł proszoną rzecz.
-Proszę bardzo, komendancie. Ale jeśli mogę spytać. Po co ona ?
-Jeśli chcesz wiedzieć to stań obok i patrz.
Komendant postawił miskę przed sobą i wziął torebkę z białym proszkiem. Wsadził dwa palce między ścianki i rozszerzył otwór. Potrząsnął lekko torebką by proszek opadł na dno.
-Teraz inaczej porozmawiamy.-Uśmiechnął się szyderczo.
Przechylił torebkę nad miską i zaczął opróżniać jej zawartość do miski. Jednak pod koniec zostawił odrobinkę.
-To do analizy. -polecił podwładnemu, który stał osłupiały. -No, rusz się,
Hayden i inni wyglądali podobnie.
-M-mój ... v..vv..vvi... vibowit! Mój kochany VIBOWIT! Nie wierzę, że to zrobiłeś. Wypuść mnie.. WYPUŚĆ! -zaczął krzyczeć w furii i machać rękami.
Prawie przywalił komendantowi, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
-Jak to... Vibowit? -zdumiał się policjant.- Wy chcieliście ćpać Vibowit? ha... większej komedii w życiu nie widziałem. Jesteście wolni.
Hayden jeszcze długo był wkurzony, ale w głębi duszy jednak się cieszył.
Każdy ze sztucznym uśmiechem odwrócił się do policjanta.
-Raz...-odezwał się po raz drugi-... i trzy. Wiejemy!
Rozpoczęła się gonitwa. Hayden razem z 4 innych osób biegł na przodzie, a za nimi jeszcze kilka osób.
Dzięki szybkiemu startowi szybko wyprzedzili policjanta, który zdał sobie sprawę z ucieczki dopiero po krótkiej chwili. Po skręceniu w jedną, a potem drugą z bocznych uliczek wydawało się, że go zgubili.
Gdy się zatrzymali w głównej bazie, Hayden pochylił się do przodu i oparł ręce na kolanach. Dawno nie biegał, a śnieg pokrywający oblodzony chodnik i mroźne zimowe powietrze nie sprzyjały temu. W lecie potrafił biegać nawet przez 2 km, a teraz jest już zmęczony po przebiegnięciu połowy tej trasy.
W klatce piersiowej czuł kłucie, a serce biło trochę za szybko. Czekał chwilę aż się uspokoi, a kłucie zniknie. Jego blond włosy przykleiły się do czerwonej twarzy. Jego koledzy wyglądali podobnie.
Po kilku minutach każdy odpoczął by móc iść dalej. Znajdowali się na małym placy z trzema uliczkami, którymi można się było stamtąd wydostać. Ku ich zaskoczeniu z każdej wąskiej alejki wyszło po 3 policjantów.
-Teraz jesteśmy w dupie. -skomentował jeden z chłopaków.
-Oj, jesteście. Udacie się z nami do radiowozu dobrowolnie czy nie.- zapytał jeden z mundurowych.
Miał on ciemne włosy i wąsy, ale nie był bardzo stary. Najwyżej koło 35 lat.
Hayden gorączkowo myślał co zrobić. Nie chciał się poddać, choć nadal nie wiedział co zrobić.
Gdy tak myślał nie zauważył podchodzącego od tyłu mundurowego. W ostatniej chwili zdał sobie sprawę co się dzieje. Jednak był zbyt wolny i towar został mu odebrany.
-Nie... Oddajcie. Nie pozwolę.. -ruszył w kierunku policjanta i zaczął wieszać się na nim próbując dosięgnąć torebki. W końcu stracił równowagę i wyrżną brodą o ziemię. W tej samej chwili dwóch policjantów wsadziło go do radiowozu.
Kilkanaście minut później wszyscy byli na posterunku.
-Co to jest? I skąd to macie?
-... nie twoja sprawa. -powiedział pod nosem Hayden i podniósł już głos bardziej- A teraz oddajcie to i wypuście mnie. Nie będę się wam z niczego tłumaczył. MAM WAS WSZYSTKICH, KURWA W DUPIE!!!!
Wstał z krzesełka, podszedł do ściany i zaczął walić w nią pięścią. Po kilku uderzeniach na jasnozielonej farbie zostało kilka wgnieceń.
-Proszę się uspokoić. Narobisz sobie tylko krzywdy. Lepiej odpowiedzcie, albo to się dla was źle skończy.
Hayden usiadł i już siedział cicho patrząc pod nogi lub na sufit jakby było tam coś interesującego.
-Dobra, ja powiem... -odezwał się jeden z chłopaków.
-Zamknij się albo dostaniesz! -uciszył go od razu blondyn, więc chłopak przestał mówić.
Znowu siedzieli w ciszy, którą przerywało tylko rytmiczne postukiwanie długopisem o stół przez policjanta. Mimo, że minęło nie więcej niż minuta, czas zdawał się zatrzymać i trwać wieczność.
-Skoro nie chcecie ze mną rozmawiać to załatwimy to inaczej.-spojrzał w stronę drzwi i krzyknął-Ej, młody! Przynieś mi tu miskę z wodą.
-Po co ci ona? -zapytał Hayden.
-Zobaczysz.
Chwilę później młody chłopak przyniósł proszoną rzecz.
-Proszę bardzo, komendancie. Ale jeśli mogę spytać. Po co ona ?
-Jeśli chcesz wiedzieć to stań obok i patrz.
Komendant postawił miskę przed sobą i wziął torebkę z białym proszkiem. Wsadził dwa palce między ścianki i rozszerzył otwór. Potrząsnął lekko torebką by proszek opadł na dno.
-Teraz inaczej porozmawiamy.-Uśmiechnął się szyderczo.
Przechylił torebkę nad miską i zaczął opróżniać jej zawartość do miski. Jednak pod koniec zostawił odrobinkę.
-To do analizy. -polecił podwładnemu, który stał osłupiały. -No, rusz się,
Hayden i inni wyglądali podobnie.
-M-mój ... v..vv..vvi... vibowit! Mój kochany VIBOWIT! Nie wierzę, że to zrobiłeś. Wypuść mnie.. WYPUŚĆ! -zaczął krzyczeć w furii i machać rękami.
Prawie przywalił komendantowi, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
-Jak to... Vibowit? -zdumiał się policjant.- Wy chcieliście ćpać Vibowit? ha... większej komedii w życiu nie widziałem. Jesteście wolni.
Hayden jeszcze długo był wkurzony, ale w głębi duszy jednak się cieszył.
Może to pierwszy krok do rzucenia tego świństwa?
KONIEC