środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 4

   Vivien od jakiegoś czasu szła. Szła, szła i szła, chociaż tak na prawdę stała w miejscu. Była  w jakimś mieście. Nie wyglądało na spore, ale małe też nie było. Dziewczyna to szła, to biegła, ale nadal nie przeszła ani jednego metra, centymetra, ani milimetra. W końcu sceneria się zmieniła. 
Stojące wokół bloki zmieniły się w drzewa, ulica w leśną ścieżkę, a zamiast miejskich świateł pojawiło się nocne niebo usypane gwiazdami. Gdzieniegdzie w leśnym poszyciu przebiegł jakiś zając, jeleń, albo sarna.
   Teraz jednak kroki dawały jakiś efekt. Przemieszczała się, a wraz z tym jak się poruszała, wszystko zaczęło przyśpieszać. Gdy zaczęła biec, znad horyzontu szybko pojawiły się pierwsze promienie słońca.
Według jej rachunku przebiegła ponad 2 km, więc przystanęła chwilę by odsapnąć. Wtem między krzakami z przodu zobaczyła polankę.Ruszyła ku niej, a gdy stała na jej krawędzi ujrzała w oddali stojącą tyłem postać, a gdy znalazła się bliżej środka łąki ta postać odwróciła się.
  Wszystko teraz był jakby w przyśpieszonym tempie. Ta postać. Czyli Hayden. Ubrana w różową miniówkę. Z pomalowanymi oczami. I ustami. Tańczyła. Gangnam Style'a. Viv z zaskoczenia zatoczyła się do tyłu upadając i zaczęła krzyczeć.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
-Aaa! -wyrwał jej się krótki okrzyk zaskoczenia i obudziła się. - Och, to był tylko koszmar.
    Akurat dzwonił jej budzik, więc wyłączyła go. Zeszła na dół do kuchni wcześniej wsuwając kapcie na nogi.
   Posiadłość państwa Motion mieści się na obrzeżach centrum-tj. między centrum, a obrzeżami miasta i jest bardzo piękną budowlą z dużym podwórkiem. Dom ten odziedziczyła matka Vivien, po swojej matce chrzestnej, która nie miała dzieci, ale kochała panią Motion jak własną córkę.

    Viv po zjedzeniu śniadania przebrała się i związała włosy w zgrabny koński ogon. Umalowała się delikatnie, nasypała karmy, oraz nalała wody dla Akiego i wyszła z domu. Postanowiła odwiedzić Lynn. Oczywiście wcześniej ją o tym poinformowała. Jak to zwykle u dziewczyn bywa, umówiły się na ploteczki.

   Od zabawy Viv w prześladowce -wtedy jak śledziła Haydena- minął już jakiś miesiąc. Oczywiście przyjęła jego zaproszenie na "fejsie". Nadszedł koniec zimy, więc było coraz cieplej, a leżący śnieg zamienił się w mokrą breję, zmieszaną z błotem.

   Mokry śnieg chlupał pod butami Vivien, przez co stopniowo przemakały. Pogoda była bardzo ładna.
Słońce grzało delikatnie na bezchmurnym niebie, więc dziewczyna zdecydowała się na zdjęcie czapki. Dochodziła już powoli do domu Lynn. Gdy stanęła przed bramą, przyjaciółka wyszła na zewnątrz by ją powitać. Viv otworzyła skrzypiącą furtkę i przytuliła Lynn na powitanie, jak to zwykle robią dziewczyny.
- Jestem. - rzekła z uśmiechem Vivien.
- Widzę. Dobra, wchodź do środka, bo zmarznę- pogoniła przyjaciółkę Lynn, ponieważ wyszła tylko w pół nasuniętych na nogi butach i bez kurtki.
Gdy tylko przekroczyła próg odezwał się jej telefon. Drgnęła lekko tym zaskoczona.
Odebrała szybko.
-Halo?-powiedziała.
-Przyjdź... pomóż.- wyszeptał ktoś w słuchawce. W następnej chwili słychać było trzask i dźwięk przerwanego połączenia.
Vivien wiedziała już kto to.
-Kto dzwonił?- zapytała Lynn.
Viv nie odpowiedziała. Zamyśliła się, zastanawiając co się stało. Dopiero gdy przyjaciółka potrzęsła nią lekko ocknęła się.
-Ah.. co mówiłaś? -zapytała szybko.
-Kto dzwonił?
-Aa... nikt taki, ale muszę już iść. Obiecuję, że przyjdę gdy będę mogła.- przytuliła Lynn i wyszła nie dając przyjaciółce zadać żadnego pytania.
   Szła przyśpieszonym tempem i korzystała ze skrótów. Po kilku minutach szybkiego marszu złapała kolkę.
Głupia. Skarciła samą siebie. Oddychaj równo. 
Zatrzymała się na chwilę pod drzewem i schyliła oddychając głęboko. Wolała się pozbyć kolki i stracić te kilka minut, niż męczyć się z nią przez całą drogę.
Gdy kolka w większości puściła zaczęła dalej iść, ale pamiętając już o równym oddechu. Szła tak póki nie stanęła przed drzwiami. 
Jego drzwiami...
                                                                            ~*~
   Belinda siedziała w pokoju Blake'a i powtarzała chwyty, których się nauczyła. Chłopak w tym czasie brał prysznic. 
   Po chwili wyszedł i usiadł obok dziewczyny. Był w samych spodniach i z ręcznikiem narzuconym na plecy, by wsiąknął wodę spływającą z mokrych włosów.
-Co tam grasz? -zapytał.
-Nic. Powtarzam sobie tylko chwyty. -spojrzała na niego, uśmiechnęła się i dorzuciła ironicznym tonem- A ty co tak paradujesz w samych gaciach?
-Nie w samych  gaciach, ale też w spodniach. A co? Nie chcesz patrzeć na mój kaloryfer- odpowiedział ciągnąc dalej żart rozpoczęty przez Belindę.
-A kto by chciał dotykać sam tłuszcz. -spojrzała na niego zadziornie.- Już ja jestem bardziej umięśniona.
 Mówiąc to podniosła lekko bluzkę pokazując swój szczupły brzuch. Następnie oboje się roześmiali.
Wiadomo było, że Blake ma umięśniony brzuch, ponieważ ćwiczy na siłowni, ale też to, że Belinda jest osobą szczupłą, a na jej brzuchu nie ma ani grama zbędnego tłuszczu.
Nie żeby ćwiczyła specjalnie, ale po prostu ma tak genetycznie. Mama kiedyś mówiła jej, że ma szybki metabolizm, kalorie spalają się dość szybko, a tłuszcz nie ma kiedy osadzić się po skórą.
   Blake połaskotał ją w nadal odsłonięty brzuch, a Belinda odskoczyła do tyłu, broniąc się przed łaskotkami
-Oż, ty! - powiedziała i sama rzuciła się na Blake.
I tak zaczęli swoją bitwę na łaskotki.
                                                                          ~*~
   Vivien siedziała w kącie pokoju, w którym panował półmrok. Hayden spał na podłodze z głową na jej kolanach. To już nie pierwsza taka sytuacja. Ot tamtej historii ze śledzeniem, gdy Hayden zaprosił Viv na Facebook'u  zaczęli pisać ze sobą na czacie i rozmawiać w szkole. Zaprzyjaźnili się. A Hayden postanowił skończyć z ćpaniem, dlatego gdy czasem  głód narkotykowy był tak mocny, że nie wytrzymywał, albo aż czasem nim trzęsło, to prosił ją o wsparcie. Siedziała wtedy z nim i dodawała otuchy.
   Przyszła tu jakieś pół godziny temu. Stanęła przed drzwiami, a po chwili weszła bez pukania. Skierowała się od razu do jego pokoju. Chłopak siedział skulony na ziemi i lekko trząsł się. Obok leżała jego komórka od której odpadła obudowa na baterię w wyniku upadku. Spojrzała na niego i odetchnęła z ulgą. Kucnęła obok.
-Już jestem.- powiedziała cicho i czule, jakby uspokajała zabłąkanego psa. Tak naprawdę to sama się uspokajała, bo martwiła się o niego, że coś może mu się stało albo pogorszyło.
Hayden rzucił okiem na Vivien i położył się na podłodze z głową na jej kolanach. Leżał już tak aż do teraz, a dziewczyna gładziła delikatnie jego włosy. Mijały minuty, chłopak przestał się powoli trząść, a następnie całkiem się uspokoił
-Ju.. już dobrze. -powiedział cicho powoli wstając. -Dziękuję. Gdyby nie ty...
Nie dokończył. Uśmiechnął się tylko lekko patrząc w jej dwukolorowe oczy.
-Nie ma za co. Nie mogłabym cię zostawić samego. Źle bym się z tym czuła. -odwzajemniła uśmiech i wstała.- Skoro nie jestem potrzebna, to już pójdę. Gdy zadzwoniłeś byłam u Lynn, więc muszę ją odwiedzić. Do zobaczenia. W razie potrzeby dzwoń.
Pomachała ręką na pożegnanie, a gdy już się ubrała wyszła.
                                                                            ~*~

  Kevin, tak jak od jakiegoś czasu, był w pracy. Tym razem roznosił ulotki. Zarabiał na odwyk ojca.
Udało mu się załatwić to tak, aby mógł zapłacić część pieniędzy po, dzięki czemu mógł wysłać ojczyma od razu.
Aby móc zarobić więcej, opuścił część lekcji. W razie czego ojciec obiecał napisać mu usprawiedliwienie.
Kłopot w tym, że będzie musiał nadrobić ogromne ilości materiału. Ktoś będzie musiał mu dać lekcje, ale nie wiedział od kogo ma wziąć.
   Została już ostatnia klatka. Szybko powsadzał ulotki do skrzynek pocztowych i ruszył do biura, zameldować, że skończył.
Zanim wrócił do domu skoczył jeszcze do sklepu. Wracając postanowił zwolnić i pospacerować.
Idąc brzegiem parku zauważył samotną dziewczynę siedzącą na ławce. Gdy podszedł bliżej rozpoznał Lynn.
-Hej, co tu robisz? -odezwał się gdy znalazł się obok niej.
-Hej. Nic takiego. Rozmyślam. A ty co ty robisz?
-Ja spaceruję i wracam do domu. Ale coś się stało, że tak rozmyślasz, czy tak bez powodu?
-Nic ważnego. Musiałam trochę pomyśleć.- odpowiedziała odganiając smutek widoczny na jej twarzy.
-Skoro nic takiego no to będę wracał do domu. Strasznie zgłodniałem. Trzymaj się. -pożegnał się unosząc dłoń do góry i z uśmiechem zadowolenia ze skończonej pracy ruszył w kierunku domu.
-Zaczekaj.- krzyknęła dziewczyna.- Chcę z kimś pogadać. Mógłbyś?
-Jasne. To choć do mnie, jest blisko, a poza tym będzie cieplej niż na dworze. -Kevin uśmiechnął się znowu i razem z Lynn poszli do jego domu.
________________________________________________________________________________
Dobra misie kochane.  Rozdział krótki, ale nie umiem pisać długich, a poza tym ja sama wolę czytać krótkie, bo w razie problemów w czytaniu, nie trzeba co chwilę zapamiętywać gdzie się czytało, a można wszystko na raz.
Mam nadzieję, że akcja się trochę rozwinęła.  Rezygnuję też z nazywania rozdziałów, bo nie umiem dobrać odpowiednich nazw.
A teraz
Szczęśliwego Nowego Roku <3
Napiszcie czy rozdział się podobał.