środa, 30 października 2013

Rozdział 3 Ostatni raz. Ja już nie dam rady

Zakładka INFORMACJE, oraz na końcu notki. Zobaczcie. Głosujcie też w ankiecie.~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

   Viv biegła obok prowadzonego przez nią Aki'ego. Husky merdał wesoło ogonem i co chwilę radośnie szczekał ukazując swe zadowolenie. Oboje lubili razem biegać. Robili to codziennie, po powrocie Vivien ze szkoły. Dzięki temu dziewczyna miała dobrą kondycję i była najlepsza z biegów wśród dziewczyn, a i wśród chłopców zajmowałam wysoką pozycję.
   Za chwilę powinni wracać do domu, więc pobiegła jeszcze razem z psem do parku. Śnieg rytmicznie chrzęścił jej pod nogami, póki nie przystanęła przy oblodzonej ławce, jednej z wielu w tym miejscu.
-Odpocznij chwilę, bo zaraz wracamy.-zwróciła się do pupila opierając dłonie na kolanach.
   Z jej ust wydobywała się para, która unosiła się i zaraz znikała. Vivien rzuciła tylko przelotne spojrzenie na bezlistne drzewa i ruszyła z powrotem do domu. prowadząc obok Aki'ego.
   Gdy dobiegła pod drzwi domu była już całkiem zmarznięta. Gdy weszła zdjęła szybko kurtkę i buty, a następnie wstawiła wodę do gotowania.
   Telefon. Cholera... Szybko, gdzie on jest...
I pobiegła szybko po schodach na górę. Wpadając do swojego pokoju złapała tylko plecak i zaczęła gorączkowo szukać telefonu. Gdy wyjęła go z jednej z licznych kieszeni od razu włączyła go.
  Chwilę potem rozległ się dźwięk dzwonka.
                                                                          ~*~
-Halo-odezwał się głos w słuchawce.
-Viv, no nareszcie. Wpadaj do mnie, albo nie, ja do ciebie. -powiedziała rozemocjonowana  Lynn.
-Dobrze. Czekam.-zakończyła rozmowę Viv.
   Tak wyglądała typowa rozmowa przyjaciółek. Rzadko kiedy, wyjaśniały sobie coś przez telefon. Zazwyczaj jedna przychodzi do drugiej.
   15 minut później szatynka była już u przyjaciółki i obie piły herbatę.
-Gadaj, dlaczego nie odbierałaś?-rzuciła pełna wyrzutów Lynn.
-Przepraszam. Zapomniałam włączyć telefon, a od razu po powrocie poszłam z Aki'm pobiegać.
-Dobra, wybaczam. Opowiadaj.
-Zauważył mnie na samym początku, ale to ukrywał. Potem udawał, że śpi, a ja głupia podeszłam i dałam się zaskoczyć. Potem mnie jeszcze wyprowadził z tych uliczek, bo sama się już zgubiłam.- wyjaśniła uśmiechając się lekko.
-Och. Nic ci nie zrobił?-zapytała z troską.
-Nie. Najwyżej wystraszył, ale potem przeprosił. Według mnie jest całkiem miły. Przyznam się, że jak udawał i ja podeszłam, to gapiłam się na niego.
Nagle obie wybuchnęły śmiechem. Później Vivien opowiedziała przyjaciółce wszystko bardziej ze szczegółami. A po ich rozmowie, Lynn musiała wracać już do siebie.

                                                                             ~*~
    Chłopak wszedł właśnie do domu. Jego twarz, a szczególnie nos i policzki były zaczerwienione od mrozu. Przydługie, blond włosy potargane przez wiatr częściowo opadały na twarz. Szybko zdjął kurtkę i buty, a następnie skierował się do kuchni by wstawić wodę na herbatę. Czas oczekiwania dłużył mu się. Ciągle myślał, o tej rudowłosej dziewczynie.... jak jej tam było? Vivien. Nadal nie ogarniał trochę sytuacji i nie wiedział dlaczego go śledziła. Co ją w nim tak ciekawiło. Przecież tylko wpadli na siebie podczas drogi do szkoły.
   Z tych rozmyślań oderwał go gwizd czajnika. Wyłączył gaz i zalał herbatę. Zaniósł ją do pokoju i usiadł przed komputerem. Czekał chwilę, aż sprzęt się uruchomił i wszedł na Facebooka. Przez chwilę patrzył na tablicę, lecz po chwili w wyszukiwarce wpisywał :
"Vivien Motion"
    Ukazał mu się jej profil. Na awatarze było zdjęcie uśmiechniętej radośnie dziewczyny. Wstyd się przyznać, ale sam uśmiechnął się pod uchem  widząc jej radosną twarz.
                                                             Zaprosić, czy nie?   
Nie mógł się zdecydować. W końcu wcisnął "Zaproś do znajomych" .  Chwilę potem wyłączył komputer i gdy dopił swoją herbatę położył się na łóżku. Mimo, że chciał nie mógł zasnąć. Ciągle rozmyślał o jednym.
O niej. Nie dał rady wyrzucić jej ze swoich myśli. Próbował wiele razy myśleć o czymś innym, nawet o prochach, które zazwyczaj liczyły się najbardziej ze wszystkiego. Jednak jego próby zaśnięcia i wyrzucenia z umysłu Viv skończyły się fiaskiem.
    Zrezygnowany wstał i wyjął z szuflady biurka foliową torebkę z białą zawartością. Za każdym razem myślał czy by tego nie rzucić, ale sam i tak by nie dał rady, a na odwyk nie miał zamiaru iść.
To ostatni raz...
 Zawsze tak mówił, ale i tak były kolejne. Pewnie i tym razem będzie tak samo.                                                                                                                         ~*~
   Już od kilku minut siedział w pokoju, gdyż nie miał ochoty patrzeć na to wszystko. Na ten cały syf, butelki, które są wszędzie, oraz ojczyma, który albo pił, albo leżał nieprzytomny, nieogolony i brudny na niewiele czystszej kanapie. Sam chciał nawet kilka razy zrobić to samo. Zacząć chlać dla ukojenia bólu, ale widząc go codziennie, obiecał sobie, że nigdy nie będzie taki sam. Wiedział, że mama byłaby za to na nich zła.
   Najbardziej to chciałby by jago jedyny rodzic znów stał się taki jak kiedyś, gdy mama jeszcze żyła. By był troskliwy tak jak kiedyś.
   W końcu oderwał się od złych myśli i postanowił choć trochę posprzątać. Wstawił pranie do starej i charczącej pralki, a później zabrał się za zmywanie góry naczyń. Gdy i naczynia się skończyły, pozbierał wszystkie butelki po alkoholu, których się już sporo nagromadziło i poszedł je odsprzedać.
No, więc kilka drobnych więcej. Jeszcze jakaś praca dorywcza i będzie na rachunki.
   Pomyślał wracając ze sklepu. Jednak musiał jeszcze wiele zarobić, bo choć na rachunki  mało zostało, to potrzebował jeszcze na jedzenie, ubrania z których już powoli wyrasta i inne przedmioty, których jest ciągłe zapotrzebowanie.
   Mimo swoich starań Kevin ledwo wiąże koniec z końcem. Jego ojciec musi w końcu przestać pić.
Po chwili zastanowienia poszedł do salonu. Jak dawno z nim rozmawiał? Sam już nie pamięta.
   Podszedł i lekko go szturchnął by go obudzić. Gdy to nie pomogło, to klepnął go lekko w policzek kilka razy, póki nie otworzył oczu.
-Tato...-zaczął nie patrząc na ojca - Chcę porozmawiać.
   Poczekał aż ojczym usiądzie i choć trochę się obudzi.
-... Ja... nie daję powoli rady.- zacisnął ręce, aż zbielały mu palce.- ...prze...przepraszam, ale... chcę żebyś ... poszedł na odwyk. -teraz rozluźnił się trochę i mówił dalej. - To trochę kosztuję, ale zarobię na niego. Teraz ledwo wiążę koniec z końcem. Nauka i praca zajmują mi dużo czasu. Ale jak przestaniesz pić i znajdziesz pracę, to będzie nam łatwiej. Poradzimy sobie. My, we dwóch. -uśmiechnął się krzywą i w końcu spojrzał ojcu na twarz.
  Zobaczył wzruszenie, i troskę. Troskę o niego samego, ale też zmartwienie.
-Ja... ja chciałbym.Ale nie wiem czy dam radę. - odpowiedział w końcu lekko bełkocząc ojczym chłopaka i spuścił głowę.
_________________________________________________________________________________


Dobra, skończyłam w końcu. Dawno  nie było notki ;__;
Mam też zamiar zrobić one shoot'a na 200 wyświetleń. Dziękuję, wam. Nie wiele zostało do tego.
Ale najpierw chcę żebyście zagłosowali w ankiecie.
Wiem, jest tam na 150, ale nie wiedziałam, że tak szybko wyświetlenia wzrosną z 148 do 177 *o*
Jakby co to info w zakładce Informacje. :)

piątek, 18 października 2013

Rozdział 2 część II ... Viv, odbierz.

-Blake!!!-krzyknęła dziewczyna przytulając się do chłopaka.
-Też się cieszę, że cię widzę.-uśmiechnął się Blake.
   Oboje usiedli na podłodze i rozmawiali tak jak co dzień o przebiegu dzisiejszego dnia. Potem szatynka poprosiła o naukę gry na gitarze. Blake pokazywał pewne części melodii, a Belinda starała się je zapamiętać i powtarzała je. Chłopak zaczął ją uczyć zanim zaczęli ze sobą chodzić. W gruncie rzeczy to dzięki ich spotkaniom pokochali się. Po 2 latach nauki dziewczyna przerwała ją, lecz teraz nadal uczy się raz na jakiś czas, gdy oboje mają na to ochotę i czas.
-Dobra, koniec. Palce mnie bolą. Przepraszam, nie ćwiczyłam ostatnio.-Belinda odłożyła gitarę i oparła głowę o łóżko, bo siedzieli na podłodze.- Zmęczona jestem.
Chłopak objął ją, a ona położyła głowę na jego ramieniu i przymknęła lekko oczy. Nie zauważyła nawet kiedy zasnęła.
                                                                                 ~*~
   Gdy Hayden wyprowadził Vivien z bocznych uliczek przystanęli na chwilę.
-Ja cię jeszcze raz przepraszam. Nie wiem co mi strzeliło do głowy.-powiedziała dziewczyna.
- Wybaczam, nie musisz tego tak rozpamiętywać. Następnym razem po prostu myśl. Do zobaczenia.- uśmiechnął się i ruszył w swoją stronę.
-Do zobaczenia.
Dziewczyna obróciła się na pięcie i poszła w kierunku swojego domu. Mieszkała w dwupiętrowym domu, z dużym podwórkiem, brukowanym chodnikiem i ścieżkami  wysypanymi żwirem, oraz garażem.
     Gdy przekroczyła furtkę podbiegł do niej biało-czarny huski, o niebieskich oczach machając wesoło ogonem.
-Aki, pieseczku. Stęskniłeś się co? Już pani przyszła. Przepraszam, że tak długo.-mówiła Viv tarmosząc gęstą sierść pupila.- Pójdę tylko coś zjeść i pójdziemy pobiegać. Poczekaj na mnie.
Aki wlepił w nią parę niebieskich oczu. Wydawało się jakby zrozumiał. Gdy dziewczyna przywitała się z czworonożnym przyjacielem, weszła do domu i rozebrała się.
-Mamo! Tato! Wróciłam!. -krzyknęła, by rodzice usłyszeli jeśli byli w domu.
   Jednak nikt nie odpowiedział, co oznaczało tylko, że są nadal w pracy. Vivien odłożyła plecak do pokoju i poszła do kuchni. Na drzwiach lodówki wisiała karteczka:

     "                   Hej kotku. My jesteśmy w pracy i wrócimy          późno. Jeśli będziesz głodna zrób sobie coś do                    jedzenia. Nakarm też Aki'ego. Nie czekaj na nas. Buziaki.
                                                                                                                Mama"
Dziewczyna odczepiła ją i wyrzuciła do kosza. Następnie zajrzała do lodówki i wyjęła resztki z wczorajszego obiadu do podgrzania.
    Gdy zjadła nasypała trochę karmy do miski Aki'ego i wyszła z nim pobiegać.
                                                                  ~*~
   Lynn niedawno wróciła ze sklepu. Zostawiła wszystko na stole, a teraz siedzi  w pokoju i wpatruje się w telefon.
            Viv, zadzwoń... przez ciebie czuję się winna, że cię zostawiłam
 
  W końcu zrezygnowana odłożyła telefon i zaczęła odrabiać lekcje.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to mamy już cały 2 rozdział. Wiem, to jest badziewne, ale jakoś trzeba zacząć, a tak sama z siebie w końcu zacznę to olewać, więc wolę prowadzić bloga.
Rozdział był gotowy już z tydzień temu, ale część tekstu wzięła mi się coś tak ustawiła, że żeby wrócić do poprzedniego stanu to musiałam to przepisać. Niestety jestem leniem i dopiero dziś się na to zdobyłam.

Teraz jeszcze jest mało akcji i muszę dodać trochę więcej opisów-nie jestem w tym dobra-, ale najpierw musi się to wszytko trochę rozkręcić.
Dobra, nie zanudzam was już smerfy.
                                                                                            Wasza Kara-chan