czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 6

   Vivien ogarniała trochę w pokoju. Lada chwila miała zjawić się Lynn. Nie chciała witać przyjaciółki w bałaganie. Odkładała czytaną przez nią aktualnie książkę na półkę, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Dziewczyna zbiegła szybko na dół i otworzyła stojącej w drzwiach przyjaciółce. Przytuliła ją na powitanie i zaprosiła do środka. Zaprowadziła przyjaciółkę do swojego pokoju.
-No, więc co się dzieje? -rzuciła prosto z mostu Lynn.
-E.. no ten. -zaczęła Viv, miętoląc w ręce kawałek bluzki- Pamiętasz Haydena?
-Haydena? Nie za bardzo.
-Ten, którego śledziłam.
-Aaa. Już kojarzę. No i co z nim.
-Bo on po tym wydarzeniu zaprosił mnie na fejsie i przyjęłam go. Potem zaczęliśmy pisać i rozmawiać w szkole. O błahostkach, takich jak oceny, jak minął dzień i tym podobnych.- uśmiechnęła się lekko i ciągnęła dalej- Wiesz, że on ćpał, nie? No i gdy tak rozmawialiśmy któregoś razu, powiedział, że przestanie. Ale nie chciał ciągać się po odwykach. Uznał, że da radę sam. I jak na razie idzie mu to całkiem nieźle, tyle, że nie jest do końca sam, bo ja mu pomagam. Właśnie dlatego wczoraj wyszłam tak niespodziewanie. Gdy jest mu ciężko, to dzwoni, a ja przychodzę do niego i go wspieram. Jak na razie to pomaga, więc staram się jak mogę.
Spojrzała pytająco na przyjaciółkę.
-Oo.- tylko tyle zdołała wydusić zdumiona Lynn.- Nie wiedziałam.
-Ja przepraszam, że nic nie powiedziałam, ale to nie jest coś co można sobie od tak powiedzieć. Kiedyś bym ci powiedziała, na pewno. Wybaczysz mi?
-Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć. I oczywiście, że wybaczę.- także się uśmiechnęła.- A teraz wiesz co? Musisz mnie z nim poznać.
-Co? - wykrztusiła zaskoczona- Czekaj, powtórz.
-Chcę żebyś mnie z nim zapoznała. Wolałabym wiedzieć z kim się spotykasz. Martwię się o ciebie.
-Tylko to nie tylko ode mnie zależy. Ale spytam się i gdy się zgodzi to was zapoznam.
  Lynn rozejrzała się chwilę po pokoju wiedząc, że o coś musi jeszcze spytać, ale nie pamiętała o co. Gdy przeleciała wzrokiem większość pokoju i dotarła do siedzącej naprzeciw niej Vivien, jej uwagę przykuł pewien przedmiot wiszący na szyi przyjaciółki. Tak. To o to chciała spytać. Już miała zadać pytanie, gdy odezwała się Viv.
- Prawie bym zapomniała. Wczoraj rodzice kupili mi aparat. -podniosła do góry urządzenie.- Ogarnęłam już większość opcji. Pomożesz mi z resztą?
-Jasne.

~*~
Kolejna praca. Która to już? Ósma?  A może było ich więcej? Tym razem nosił pudła w sklepowym magazynie. Wszystko to, aby jego ojczym mógł pójść na odwyk.
Aby mu pomóc... Aby stare, dobre czasy znów powróciły.
-Ej, Kevin. Dawaj no te pudła tutaj. Gdzie ty je niesiesz?- głos współpracownika wyrwał go z zamyślenia.
-Ach. Przepraszam. Już niosę.
   Gdy poukładał wszystkie pudła te puste i te z zawartością, zostawił w szatni roboczy fartuch i wyszedł. Było już ciemno, a niebo bezchmurne lśniło od wielu gwiazd.
   Gwiazdy. Ach, gwiazdy. Tyle wspomnień z nimi związanych.
Czy jest ktoś, kto by nie kochał patrzeć w gwiazdy, szczególnie gdy niebo jest bezchmurne i widać je bardzo wyraźnie? Człowiekowi aż chce się wtedy stanąć i popatrzeć w górę, albo iść z podniesioną głową. Tylko ta druga opcja jest trochę niebezpieczną, bo można na coś wpaść.
   Kevin szedł spokojnie parkiem spoglądając co raz w niebo. Zaraz miał wejść do małego mieszkanka wciąż śmierdzącego alkoholem. Zanim jednak doszedł do osiedla wyciągną z kieszenie paczkę papierosów, wyją jednego i zapalił. Zaciągnął się i powoli wypuścił powietrze razem z dymem. Szedł dalej. Przed samą klatką wyrzucił peta na chodnik i przygasił stopą. Spojrzał jeszcze raz na gwiazdy i wszedł w ciemną klatkę. Próbował zapalić światło, ale najwyraźniej kolejne żarówki się przepaliły, a nikomu nie śpieszyło się z ich wymianą. Zrezygnowany ruszył schodami na swoje piętro. Przed drzwiami mieszkania zawahał się, ale na krótko i już chwilę później był w mieszkaniu pogrążonym w ciemności tak jak klatka schodowa. Domyślił się, że ojczym śpi, więc po prostu przebrał się, nastawił budzik i poszedł spać.
~*~
   Cały dzień Belinda spędziła na nicnierobieniu. Wieczorem gdy miała już dość tej ciszy-bo przecież jej mama siedzi zamknięta w pokoju- postanowiła zadzwonić do Blake'a.
-Hej skarbie- powiedział głos w słuchawce
-Cześć misiu. Co robisz? Nie przeszkadzam?- odpowiedziała mu dziewczyna.
-Nie, nie przeszkadzasz. Nic nie robię, a ty?
-To samo. Mama siedzi cały dzień zamknięta w swoim pokoju i nawet nie zajrzy, czy żyję.-jej głos wyrażał pogardę i wyrzuty jakie miała do matki- Czy ona nie może być taka jak kiedyś?
-Nie wiem. Nic nie poradzisz na jej zachowanie. To nie twoja wina. -chłopak próbował ją pocieszyć.
-A jeśli jednak to moja wina? Jeśli to ja coś zrobiłam, ale głupia nie zdałam sobie z tego sprawy?
-Dobrze wiesz, że nic takiego nie zrobiłaś.- powiedział stanowczo Blake- Nie wynajduj sobie problemów, jak hipochondryk choroby.  Jak chcesz to przyjdę jutro do ciebie. Tak dla odmiany. A później możemy iść na spacer. Zgoda?
-Yhy...-dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem- To do jutra.
-Kolorowych snów.- usłyszała tylko w słuchawce, a potem już tylko sygnał przerwanego połączenia.
To za to go kochała. Zawsze potrafił poprawić jej humor.
__________________________________________________________________________

    Nowy rozdział w końcu. Sama nie potrafię uwierzyć jak wielkim jestem leniem.
Mam parę pomysłów co do nowych wydarzeń, ale też do modyfikacji postaci. Na szczęście modyfikacje nie zmienią tak bardzo fabuły, ale ją urozmaicą. Tak mi się wydaje.
Oczywiście, nie zapominajmy o nowej postaci. Wspomnę tylko, że to będzie dziewczyna, która dołączy do klasy Vivien i reszty.
Jak wam się podobało to napiszcie, proszę. Jakieś uwagi, krytykę, też chętnie przyjmę. 

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 5

   Lynn opowiadała Kevinowi  co jakiś czas przerywając by napić się herbaty. Podobało jej się to, że słuchał. I nie wyglądał na znudzonego.
- ... I martwię się teraz. Dość rzadko się widujemy, a gdy już się spotykamy to ona dostaje telefon i nagle wychodzi. Ja nie wiem czy nasza przyjaźń dalej przetrwa.- spojrzała w dół i upiła łyk herbaty. Przyjemne ciepło po raz kolejny rozniosło się po jej ciele.-Dziękuję.
Chłopak popatrzył na nią ze zdziwieniem.
-Za to, że mnie wysłuchałeś.-wyjaśniła.
- Nie ma za co. Nic w tym trudnego. Po prostu wiem jak to jest chcieć się komuś wygadać. -uśmiechnął się do dziewczyny. - Już w porządku?
-Chyba tak. Tak jakoś lżej.
-Widzisz. A teraz nie martw się. Na pewno wszystko się ułoży. Już tak długo się przyjaźnicie, że to aż niemożliwe, by tą przyjaźń rozerwać od tak.  Może po prostu ma coś ważnego? Spróbuj  z nią o tym pogadać.
- Jeszcze raz dziękuję, ale będę się już zbierać. Późno się zrobiło. -uśmiechnęła się -Odwdzięczę ci się kiedyś. Jakby co to mów.
Kevin odprowadził ją do drzwi i zamknął je gdy wyszła.
 ~*~
Lynn, proszę czekaj. ... Aaaach, szybciej, szybciej.... 
   
 Rudowłosa dziewczyna szybko przebierając jej- według niej niefajnymi- krótkimi nogami. Chciała jak najszybciej wrócić do Lynn i przeprosić ją za tak nagłe wyjście bez wyjaśnienia czegokolwiek.
   Gdy już dotarła niestety nie zastała jej w domu, więc wróciła do domu.
-Lynn? Jesteś w końcu. -powiedziała przez telefon, chwilę potem jak dotarła do domu. -Ja cię baaaardzo przepraszam, że tak nagle wyszłam. Wyjaśnię ci to przy okazji, bo rachunki za telefon znów wzrosły i nie chcę dostać szlabanu.
-Dobrze. To przyjdę jutro do ciebie, dobrze? -powiedziała, a gdy Viv przytaknęła dodała- No to o której?
-Hmmm... -zastanowiła się przez chwilę- może o 13?
-Świetnie. To do jutra.
 Gdy skończyły rozmawiać Viv opadła na łóżko i z westchnęła z ulgą.  Pewnie leżałaby tak jeszcze przez chwilę gdyby nie zawołaliby jej rodzice. Prędko zbiegła po schodach i weszła do dużego, jasnego salonu.
Jej rodzice niedawno wrócili. Mieli wiele toreb, które w większości leżały na ziemi. Oprócz jednej. Właśnie z tej torby Tata dziewczyny wyją całkiem spore pudełko. Vivien zaciekawiona podeszła i przyjrzała się mu.
-To dla ciebie.- rzekł pan Motion wręczając córce pudełko.- Na urodziny. Są niedługo, prawda?
-Yhy... - wzięła pudełko i przyjrzała mu się. -To... to aparat fotograficzny! Mamo, tato... dziękuję. -uściskała oboje rodziców.
Dzięki temu art'owi wpadłam na pomysł z aparatem
Źródło:  nyanyan.it
-Dobra, idź się nim pobawić, a my rozpakujemy resztę zakupów.
   Uradowana dziewczyna trzymając jeszcze nierozpakowany prezent w dłoni poszła do swojego pokoju.
Usiadła na miękkim dywanie, który był na środku pokoju i zaczęła ostrożnie rozpakowywać kryjące się w środku urządzenie. Będące w środku papiery odłożyła na bok, wiedząc, że mogą się przydać w przyszłości.
Gdy wyjęła aparat obejrzała go dookoła i zaczęła czytać instrukcję. Gdy zapamiętała mniej więcej jak owy sprzęt działa zaczęła zaznajamiać się z nim już na własną rękę. Sprawdzała różne funkcje, przyciski i zrobiła kilka próbnych zdjęć. -Jest niesamowity.-powiedziała do siebie.
Zaczęła robić zdjęcia kwiatom, przedmiotom, Aki'emu [przypominam, że to jej pies] i sobie.
Dzięki jednemu prezentowi odkryła swoją pasję.
Może nawet na całe życie.
~*~
   [Od teraz akcja dzieje się dzień później, bo ogarnęłam, że w rozdziale wcześniej Belinda była u Blake'a, a napisałam już trochę. Ustalmy, że wcześniej, czyli rozdział 4 i pierwsza część tego będzie w sobotę pod koniec lutego, a od teraz będzie niedziela. ]

   Belinda siedziała u siebie w pokoju i ćwiczyła grę na gitarze. Ostatnio znów nabrała ochoty na grę. Gdy nie ma się co robić całymi dniami to nie dziwne, że zechciała wziąć się za coś.. Dziś miała iść znów do Blake'a, ale musiał pojechać do ciotki na urodziny i dziewczyna musiała zostać w domu.
   Jej mama nie była dzisiaj w pracy, ale zamknęła się po raz kolejny w swoim pokoju jakby jej w ogóle nie było. Zdawałoby się, że jej córka w ogóle jej nie obchodzi. Nie rozmawiała z nią, nie pytała co w szkole.
Przynajmniej nie teraz.
   Kiedyś, gdy ich ojciec jeszcze był z nimi, matka rozmawiała z Belindą dosyć często. Jeździły razem na zakupy, śmiały się. Aż do rozwodu. Na początku nie było aż tak źle, ale ich wspólny kontakt stopniowo malał, aż doszło do sytuacji, w której są teraz.
   Dziewczyna odłożyła ostrożnie gitarę na bok i rozmasowała obolałe po grze palce. Wstała i nucąc People help the people poszła do kuchni zrobić sobie kanapki i herbatę. Gdy skończyła, wzięła śniadanie i zaniosła do pokoju. Włączyła komputer i jakiś film, podczas którego jadła.

People help the people.


And if you're homesic, give me your hand and I'll hold it.
People help the people 
And nothing will drag you down.
Oh, and if I had a brain,
Oh, and if I had a brain.
I'd be cold as a stone and rich as the fool
That turned and all those good hearts away.


_________________________________________________________________________________
Udało mi się w końcu napisać ten 5 rozdział.
Zdaje mi się, że jest krótki, ale ja długich pisać nie potrafię. Taki mój urok. Po jutrze kończą mi się już ferie i muszę wracać do szkoły. Bardzo mi się nie chce. ;__; Mam nadzieję, że te półrocze szybko minie.
A teraz łapcie ode mnie jeszcze jeden art z aparatem i do zobaczenia.

Także z nyanyan.it 



środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 4

   Vivien od jakiegoś czasu szła. Szła, szła i szła, chociaż tak na prawdę stała w miejscu. Była  w jakimś mieście. Nie wyglądało na spore, ale małe też nie było. Dziewczyna to szła, to biegła, ale nadal nie przeszła ani jednego metra, centymetra, ani milimetra. W końcu sceneria się zmieniła. 
Stojące wokół bloki zmieniły się w drzewa, ulica w leśną ścieżkę, a zamiast miejskich świateł pojawiło się nocne niebo usypane gwiazdami. Gdzieniegdzie w leśnym poszyciu przebiegł jakiś zając, jeleń, albo sarna.
   Teraz jednak kroki dawały jakiś efekt. Przemieszczała się, a wraz z tym jak się poruszała, wszystko zaczęło przyśpieszać. Gdy zaczęła biec, znad horyzontu szybko pojawiły się pierwsze promienie słońca.
Według jej rachunku przebiegła ponad 2 km, więc przystanęła chwilę by odsapnąć. Wtem między krzakami z przodu zobaczyła polankę.Ruszyła ku niej, a gdy stała na jej krawędzi ujrzała w oddali stojącą tyłem postać, a gdy znalazła się bliżej środka łąki ta postać odwróciła się.
  Wszystko teraz był jakby w przyśpieszonym tempie. Ta postać. Czyli Hayden. Ubrana w różową miniówkę. Z pomalowanymi oczami. I ustami. Tańczyła. Gangnam Style'a. Viv z zaskoczenia zatoczyła się do tyłu upadając i zaczęła krzyczeć.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
-Aaa! -wyrwał jej się krótki okrzyk zaskoczenia i obudziła się. - Och, to był tylko koszmar.
    Akurat dzwonił jej budzik, więc wyłączyła go. Zeszła na dół do kuchni wcześniej wsuwając kapcie na nogi.
   Posiadłość państwa Motion mieści się na obrzeżach centrum-tj. między centrum, a obrzeżami miasta i jest bardzo piękną budowlą z dużym podwórkiem. Dom ten odziedziczyła matka Vivien, po swojej matce chrzestnej, która nie miała dzieci, ale kochała panią Motion jak własną córkę.

    Viv po zjedzeniu śniadania przebrała się i związała włosy w zgrabny koński ogon. Umalowała się delikatnie, nasypała karmy, oraz nalała wody dla Akiego i wyszła z domu. Postanowiła odwiedzić Lynn. Oczywiście wcześniej ją o tym poinformowała. Jak to zwykle u dziewczyn bywa, umówiły się na ploteczki.

   Od zabawy Viv w prześladowce -wtedy jak śledziła Haydena- minął już jakiś miesiąc. Oczywiście przyjęła jego zaproszenie na "fejsie". Nadszedł koniec zimy, więc było coraz cieplej, a leżący śnieg zamienił się w mokrą breję, zmieszaną z błotem.

   Mokry śnieg chlupał pod butami Vivien, przez co stopniowo przemakały. Pogoda była bardzo ładna.
Słońce grzało delikatnie na bezchmurnym niebie, więc dziewczyna zdecydowała się na zdjęcie czapki. Dochodziła już powoli do domu Lynn. Gdy stanęła przed bramą, przyjaciółka wyszła na zewnątrz by ją powitać. Viv otworzyła skrzypiącą furtkę i przytuliła Lynn na powitanie, jak to zwykle robią dziewczyny.
- Jestem. - rzekła z uśmiechem Vivien.
- Widzę. Dobra, wchodź do środka, bo zmarznę- pogoniła przyjaciółkę Lynn, ponieważ wyszła tylko w pół nasuniętych na nogi butach i bez kurtki.
Gdy tylko przekroczyła próg odezwał się jej telefon. Drgnęła lekko tym zaskoczona.
Odebrała szybko.
-Halo?-powiedziała.
-Przyjdź... pomóż.- wyszeptał ktoś w słuchawce. W następnej chwili słychać było trzask i dźwięk przerwanego połączenia.
Vivien wiedziała już kto to.
-Kto dzwonił?- zapytała Lynn.
Viv nie odpowiedziała. Zamyśliła się, zastanawiając co się stało. Dopiero gdy przyjaciółka potrzęsła nią lekko ocknęła się.
-Ah.. co mówiłaś? -zapytała szybko.
-Kto dzwonił?
-Aa... nikt taki, ale muszę już iść. Obiecuję, że przyjdę gdy będę mogła.- przytuliła Lynn i wyszła nie dając przyjaciółce zadać żadnego pytania.
   Szła przyśpieszonym tempem i korzystała ze skrótów. Po kilku minutach szybkiego marszu złapała kolkę.
Głupia. Skarciła samą siebie. Oddychaj równo. 
Zatrzymała się na chwilę pod drzewem i schyliła oddychając głęboko. Wolała się pozbyć kolki i stracić te kilka minut, niż męczyć się z nią przez całą drogę.
Gdy kolka w większości puściła zaczęła dalej iść, ale pamiętając już o równym oddechu. Szła tak póki nie stanęła przed drzwiami. 
Jego drzwiami...
                                                                            ~*~
   Belinda siedziała w pokoju Blake'a i powtarzała chwyty, których się nauczyła. Chłopak w tym czasie brał prysznic. 
   Po chwili wyszedł i usiadł obok dziewczyny. Był w samych spodniach i z ręcznikiem narzuconym na plecy, by wsiąknął wodę spływającą z mokrych włosów.
-Co tam grasz? -zapytał.
-Nic. Powtarzam sobie tylko chwyty. -spojrzała na niego, uśmiechnęła się i dorzuciła ironicznym tonem- A ty co tak paradujesz w samych gaciach?
-Nie w samych  gaciach, ale też w spodniach. A co? Nie chcesz patrzeć na mój kaloryfer- odpowiedział ciągnąc dalej żart rozpoczęty przez Belindę.
-A kto by chciał dotykać sam tłuszcz. -spojrzała na niego zadziornie.- Już ja jestem bardziej umięśniona.
 Mówiąc to podniosła lekko bluzkę pokazując swój szczupły brzuch. Następnie oboje się roześmiali.
Wiadomo było, że Blake ma umięśniony brzuch, ponieważ ćwiczy na siłowni, ale też to, że Belinda jest osobą szczupłą, a na jej brzuchu nie ma ani grama zbędnego tłuszczu.
Nie żeby ćwiczyła specjalnie, ale po prostu ma tak genetycznie. Mama kiedyś mówiła jej, że ma szybki metabolizm, kalorie spalają się dość szybko, a tłuszcz nie ma kiedy osadzić się po skórą.
   Blake połaskotał ją w nadal odsłonięty brzuch, a Belinda odskoczyła do tyłu, broniąc się przed łaskotkami
-Oż, ty! - powiedziała i sama rzuciła się na Blake.
I tak zaczęli swoją bitwę na łaskotki.
                                                                          ~*~
   Vivien siedziała w kącie pokoju, w którym panował półmrok. Hayden spał na podłodze z głową na jej kolanach. To już nie pierwsza taka sytuacja. Ot tamtej historii ze śledzeniem, gdy Hayden zaprosił Viv na Facebook'u  zaczęli pisać ze sobą na czacie i rozmawiać w szkole. Zaprzyjaźnili się. A Hayden postanowił skończyć z ćpaniem, dlatego gdy czasem  głód narkotykowy był tak mocny, że nie wytrzymywał, albo aż czasem nim trzęsło, to prosił ją o wsparcie. Siedziała wtedy z nim i dodawała otuchy.
   Przyszła tu jakieś pół godziny temu. Stanęła przed drzwiami, a po chwili weszła bez pukania. Skierowała się od razu do jego pokoju. Chłopak siedział skulony na ziemi i lekko trząsł się. Obok leżała jego komórka od której odpadła obudowa na baterię w wyniku upadku. Spojrzała na niego i odetchnęła z ulgą. Kucnęła obok.
-Już jestem.- powiedziała cicho i czule, jakby uspokajała zabłąkanego psa. Tak naprawdę to sama się uspokajała, bo martwiła się o niego, że coś może mu się stało albo pogorszyło.
Hayden rzucił okiem na Vivien i położył się na podłodze z głową na jej kolanach. Leżał już tak aż do teraz, a dziewczyna gładziła delikatnie jego włosy. Mijały minuty, chłopak przestał się powoli trząść, a następnie całkiem się uspokoił
-Ju.. już dobrze. -powiedział cicho powoli wstając. -Dziękuję. Gdyby nie ty...
Nie dokończył. Uśmiechnął się tylko lekko patrząc w jej dwukolorowe oczy.
-Nie ma za co. Nie mogłabym cię zostawić samego. Źle bym się z tym czuła. -odwzajemniła uśmiech i wstała.- Skoro nie jestem potrzebna, to już pójdę. Gdy zadzwoniłeś byłam u Lynn, więc muszę ją odwiedzić. Do zobaczenia. W razie potrzeby dzwoń.
Pomachała ręką na pożegnanie, a gdy już się ubrała wyszła.
                                                                            ~*~

  Kevin, tak jak od jakiegoś czasu, był w pracy. Tym razem roznosił ulotki. Zarabiał na odwyk ojca.
Udało mu się załatwić to tak, aby mógł zapłacić część pieniędzy po, dzięki czemu mógł wysłać ojczyma od razu.
Aby móc zarobić więcej, opuścił część lekcji. W razie czego ojciec obiecał napisać mu usprawiedliwienie.
Kłopot w tym, że będzie musiał nadrobić ogromne ilości materiału. Ktoś będzie musiał mu dać lekcje, ale nie wiedział od kogo ma wziąć.
   Została już ostatnia klatka. Szybko powsadzał ulotki do skrzynek pocztowych i ruszył do biura, zameldować, że skończył.
Zanim wrócił do domu skoczył jeszcze do sklepu. Wracając postanowił zwolnić i pospacerować.
Idąc brzegiem parku zauważył samotną dziewczynę siedzącą na ławce. Gdy podszedł bliżej rozpoznał Lynn.
-Hej, co tu robisz? -odezwał się gdy znalazł się obok niej.
-Hej. Nic takiego. Rozmyślam. A ty co ty robisz?
-Ja spaceruję i wracam do domu. Ale coś się stało, że tak rozmyślasz, czy tak bez powodu?
-Nic ważnego. Musiałam trochę pomyśleć.- odpowiedziała odganiając smutek widoczny na jej twarzy.
-Skoro nic takiego no to będę wracał do domu. Strasznie zgłodniałem. Trzymaj się. -pożegnał się unosząc dłoń do góry i z uśmiechem zadowolenia ze skończonej pracy ruszył w kierunku domu.
-Zaczekaj.- krzyknęła dziewczyna.- Chcę z kimś pogadać. Mógłbyś?
-Jasne. To choć do mnie, jest blisko, a poza tym będzie cieplej niż na dworze. -Kevin uśmiechnął się znowu i razem z Lynn poszli do jego domu.
________________________________________________________________________________
Dobra misie kochane.  Rozdział krótki, ale nie umiem pisać długich, a poza tym ja sama wolę czytać krótkie, bo w razie problemów w czytaniu, nie trzeba co chwilę zapamiętywać gdzie się czytało, a można wszystko na raz.
Mam nadzieję, że akcja się trochę rozwinęła.  Rezygnuję też z nazywania rozdziałów, bo nie umiem dobrać odpowiednich nazw.
A teraz
Szczęśliwego Nowego Roku <3
Napiszcie czy rozdział się podobał.