sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 5

   Lynn opowiadała Kevinowi  co jakiś czas przerywając by napić się herbaty. Podobało jej się to, że słuchał. I nie wyglądał na znudzonego.
- ... I martwię się teraz. Dość rzadko się widujemy, a gdy już się spotykamy to ona dostaje telefon i nagle wychodzi. Ja nie wiem czy nasza przyjaźń dalej przetrwa.- spojrzała w dół i upiła łyk herbaty. Przyjemne ciepło po raz kolejny rozniosło się po jej ciele.-Dziękuję.
Chłopak popatrzył na nią ze zdziwieniem.
-Za to, że mnie wysłuchałeś.-wyjaśniła.
- Nie ma za co. Nic w tym trudnego. Po prostu wiem jak to jest chcieć się komuś wygadać. -uśmiechnął się do dziewczyny. - Już w porządku?
-Chyba tak. Tak jakoś lżej.
-Widzisz. A teraz nie martw się. Na pewno wszystko się ułoży. Już tak długo się przyjaźnicie, że to aż niemożliwe, by tą przyjaźń rozerwać od tak.  Może po prostu ma coś ważnego? Spróbuj  z nią o tym pogadać.
- Jeszcze raz dziękuję, ale będę się już zbierać. Późno się zrobiło. -uśmiechnęła się -Odwdzięczę ci się kiedyś. Jakby co to mów.
Kevin odprowadził ją do drzwi i zamknął je gdy wyszła.
 ~*~
Lynn, proszę czekaj. ... Aaaach, szybciej, szybciej.... 
   
 Rudowłosa dziewczyna szybko przebierając jej- według niej niefajnymi- krótkimi nogami. Chciała jak najszybciej wrócić do Lynn i przeprosić ją za tak nagłe wyjście bez wyjaśnienia czegokolwiek.
   Gdy już dotarła niestety nie zastała jej w domu, więc wróciła do domu.
-Lynn? Jesteś w końcu. -powiedziała przez telefon, chwilę potem jak dotarła do domu. -Ja cię baaaardzo przepraszam, że tak nagle wyszłam. Wyjaśnię ci to przy okazji, bo rachunki za telefon znów wzrosły i nie chcę dostać szlabanu.
-Dobrze. To przyjdę jutro do ciebie, dobrze? -powiedziała, a gdy Viv przytaknęła dodała- No to o której?
-Hmmm... -zastanowiła się przez chwilę- może o 13?
-Świetnie. To do jutra.
 Gdy skończyły rozmawiać Viv opadła na łóżko i z westchnęła z ulgą.  Pewnie leżałaby tak jeszcze przez chwilę gdyby nie zawołaliby jej rodzice. Prędko zbiegła po schodach i weszła do dużego, jasnego salonu.
Jej rodzice niedawno wrócili. Mieli wiele toreb, które w większości leżały na ziemi. Oprócz jednej. Właśnie z tej torby Tata dziewczyny wyją całkiem spore pudełko. Vivien zaciekawiona podeszła i przyjrzała się mu.
-To dla ciebie.- rzekł pan Motion wręczając córce pudełko.- Na urodziny. Są niedługo, prawda?
-Yhy... - wzięła pudełko i przyjrzała mu się. -To... to aparat fotograficzny! Mamo, tato... dziękuję. -uściskała oboje rodziców.
Dzięki temu art'owi wpadłam na pomysł z aparatem
Źródło:  nyanyan.it
-Dobra, idź się nim pobawić, a my rozpakujemy resztę zakupów.
   Uradowana dziewczyna trzymając jeszcze nierozpakowany prezent w dłoni poszła do swojego pokoju.
Usiadła na miękkim dywanie, który był na środku pokoju i zaczęła ostrożnie rozpakowywać kryjące się w środku urządzenie. Będące w środku papiery odłożyła na bok, wiedząc, że mogą się przydać w przyszłości.
Gdy wyjęła aparat obejrzała go dookoła i zaczęła czytać instrukcję. Gdy zapamiętała mniej więcej jak owy sprzęt działa zaczęła zaznajamiać się z nim już na własną rękę. Sprawdzała różne funkcje, przyciski i zrobiła kilka próbnych zdjęć. -Jest niesamowity.-powiedziała do siebie.
Zaczęła robić zdjęcia kwiatom, przedmiotom, Aki'emu [przypominam, że to jej pies] i sobie.
Dzięki jednemu prezentowi odkryła swoją pasję.
Może nawet na całe życie.
~*~
   [Od teraz akcja dzieje się dzień później, bo ogarnęłam, że w rozdziale wcześniej Belinda była u Blake'a, a napisałam już trochę. Ustalmy, że wcześniej, czyli rozdział 4 i pierwsza część tego będzie w sobotę pod koniec lutego, a od teraz będzie niedziela. ]

   Belinda siedziała u siebie w pokoju i ćwiczyła grę na gitarze. Ostatnio znów nabrała ochoty na grę. Gdy nie ma się co robić całymi dniami to nie dziwne, że zechciała wziąć się za coś.. Dziś miała iść znów do Blake'a, ale musiał pojechać do ciotki na urodziny i dziewczyna musiała zostać w domu.
   Jej mama nie była dzisiaj w pracy, ale zamknęła się po raz kolejny w swoim pokoju jakby jej w ogóle nie było. Zdawałoby się, że jej córka w ogóle jej nie obchodzi. Nie rozmawiała z nią, nie pytała co w szkole.
Przynajmniej nie teraz.
   Kiedyś, gdy ich ojciec jeszcze był z nimi, matka rozmawiała z Belindą dosyć często. Jeździły razem na zakupy, śmiały się. Aż do rozwodu. Na początku nie było aż tak źle, ale ich wspólny kontakt stopniowo malał, aż doszło do sytuacji, w której są teraz.
   Dziewczyna odłożyła ostrożnie gitarę na bok i rozmasowała obolałe po grze palce. Wstała i nucąc People help the people poszła do kuchni zrobić sobie kanapki i herbatę. Gdy skończyła, wzięła śniadanie i zaniosła do pokoju. Włączyła komputer i jakiś film, podczas którego jadła.

People help the people.


And if you're homesic, give me your hand and I'll hold it.
People help the people 
And nothing will drag you down.
Oh, and if I had a brain,
Oh, and if I had a brain.
I'd be cold as a stone and rich as the fool
That turned and all those good hearts away.


_________________________________________________________________________________
Udało mi się w końcu napisać ten 5 rozdział.
Zdaje mi się, że jest krótki, ale ja długich pisać nie potrafię. Taki mój urok. Po jutrze kończą mi się już ferie i muszę wracać do szkoły. Bardzo mi się nie chce. ;__; Mam nadzieję, że te półrocze szybko minie.
A teraz łapcie ode mnie jeszcze jeden art z aparatem i do zobaczenia.

Także z nyanyan.it