czwartek, 19 września 2013

Prolog

Drrrrr..... Coś zadzwoniło.
Chłopak otworzył oczy i wyłączył budzik. Było jeszcze ciemno.
-Nienawidzę zimy. - mruknął pod nosem
Podniósł się na łokciach i usiadł na łóżku.
Czas zbierać się do szkoły. Jej też nienawidzę... ach...
Najpierw wrzucił do plecaka potrzebne rzeczy i wyszedł z pokoju. Poczuł intensywny zapach alkoholu, który nie był mu obcy. Jego ojczym pił odkąd matka zmarła, czyli od jakiś 13 lat. Mimo, że miał dopiero 4 latka, to dobrze to pamiętał.
    Siedział sobie  i grał w jakąś samochodówkę, gdy jego ojczym wparował do pokoju.
-Kevin, ubieraj się. Jedziemy.
-A...ale, ja chcę dokończyć.-pisnął.
-Nie marudź w tej chwili.
Zostawił wtedy grę na pauzie, założył buty, wziął kurtkę i zszedł schodami za ojczymem.
Jechali spory kawał czasu, póki nie pokazał się budynek szpitala. To tam jechali.
Po zapytaniu w recepcji poszli do pokoju nr 13.
-Och... przyszliście- powiedziała kobieta, która była cała w bandażach i miejscami w gipsie, oraz miała podłączoną aparaturę.
Widać było, że się dopiero obudziła.
-Mm....ma....ma. -powiedział chłopiec
-Przepraszam cię synku, że mnie taką widzisz. Nie chcę byś przeze mnie płakał.
Siedzieli tam przez kilka godzin, a potem pojechali do domu.
   Wieczorem zadzwonił telefon.
To była informacja ze szpitala o śmierci jego matki i, że przetrzymają ją przez 2 godziny, bo takie są procedury.
Potem był już tylko pogrzeb

  Pamiętał to. Dobrze to pamiętał, a na samą myśl łzy stawały mu w oczach.  Zajrzał do sąsiedniego pokoju, bo drzwi były otwarte. Normalnie by ich nie otworzył.
On leżał tam. Tak jak zwykle. Napity do utraty przytomności, nieogolony i brudny. Wszędzie walały się butelki, po piwie i wódce.
  Mimo, że tak  wyglądał, było mu go szkoda. Dlaczego? Bo w czasach jego dzieciństwa był dobry. Nawet bardzo dobry. Mama go kochała, on jego też. Ale co robi rozpacz, stres? Ingeruje w życie ludzi i doprowadza ich do szaleństwa. Jedni piją, ćpają, tracą zmysły, nabywają lęków.
Wiedział dlaczego jego ojciec taki jest, dlatego nadal go kocha.
   Podszedł do lodówki i ...
-Kur*a, znowu nic nie ma.- powiedział.
Zamknął ją, sięgnął do puszki na szafce i wyciągną  stamtąd 10 złoty.
Musi wystarczyć.
Założył wczorajsze spodnie, t-shert i bluzę. Na korytarzu założył buty, kurtkę, wziął z półki papierosy i wyszedł.
                                                                 ~*~
-Viv. Hej. Chodź. -krzyknęła dziewczyna o jasno brązowych włosach i brązowych oczach.
-O Lynn. Hej. -odpowiedziała jej Vivien.
Obie dziewczyny były w 1 klasie LO. Razem w "F" . Były wzorowymi uczennicami, oraz molami książkowymi. Akurat szły do szkoły i się spotkały. Dalej szły razem plotkując.
-Masz pracę dodatkową z polskiego- zapytała
-Oczywiście- odpowiedziała Lynn.
-A ja nie. Nie chciało mi się.
-Viv. No coś ty. Przecież ty zawsze robiłaś prace dodatkowe.
-Dobra, dobra. Raz mi się nie chciało, a ty już masz wyrzuty. To było przecież dla chętnych, a ja nie jestem, proste.
Czy ona zawsze musi się tak czepiać? ...Ale to moja przyjaciółka,  martwi się o mnie.
Potem dalej szły razem do szkoły rozmawiając.
                                                                  ~*~
-Blake... Miałeś mnie zabrać do kina. -powiedziała proszącym tonem Belinda.
-Skarbie. Nie mam czasu.-zbył ją nie odrywając spojrzenia od książki.
   Zawsze mnie zbywa.
Wyrwała mu książkę z ręki, założyła zakładkę i położyła na półce.
-Eeej... oddaj.-powiedział chłopak.
-Po moim trupie. Po pierwsze, patrz na mnie jak do ciebie mówię. Po drugie jakaś książka jest ważniejsza ode mnie.-powiedziała zirytowana.
Blake przytulił ją i potarł nosem o jej nos.
-Proszę ,patrzę ci w oczy. Prosto w oczy. A żadna książka nie jest ważniejsza od ciebie, tylko to po prostu lektura, a mam czas na jej przeczytanie do  jutra. Wiesz, że nie znoszę czytać. A jeśli chodzi o kino, to możemy wybrać się za tydzień, jak skończymy ją omawiać. -pocałował ją delikatnie w usta.
-No dobrze. -uśmiechnęła się -ale za tydzień idziemy do kina i nie ma żadnego przekładania.
-Obiecuję-także się uśmiechnął.
-Skoro obiecujesz, to zagraj mi coś, a potem dam ci spokój i pójdę już do domu, bo za chwilę idę do szkoły.
-Skoro prosisz, to zagram.
    Wziął do rąk gitarę i nastroił ją. Gdy był już pewien, że dźwięki są właściwe zagrał jej ulubioną melodię, którą kiedyś sam wymyślił. Belinda była zachwycona, a przy ostatnich wybrzmiewających  dźwiękach wstała pocałowała go i wzięła torebkę.
-Do zobaczenia. Kocham cie.- pożegnała się.
-Ja ciebie też. Do zobaczenia.- odpowiedział jej po zakończonej już piosence.
Jak  ja  go kocham. Nie chcę iść do szkoły. Pewnie znów dostanę jedynkę z niezapowiedzianej kartkówki, bez której się na pewno nie obejdzie.    Dziewczyna ruszyła do domu. Wzięła szkolną torbę i poszła do szkoły.
                                                                         ~*~
-Aaa... mój łeb. -rzekł chłopiec a jasny kosmyk włosów opadł mu na czoło.
Dopiero wstał. Ciemność za oknem wyraźnie wskazywała wczesną godzinę, lecz była zima i to był zwykły ranek przed szkołą.
 Ja pie***le, dlaczego, nie wywalili mnie jeszcze ze szkoły? 
   On sam nie chce z niej odchodzić, ale gdyby go wywalili to by już nie wrócił. Ma mieszkanie, jest pełnoletni, to po co mu szkoła?
   Podszedł do lustra. Zobaczył siebie. Zwykłego chłopaka o blond włosach i błękitnych oczach, w samych spodniach od piżamy i z podkrążonymi oczami.
Poszedł do łazienki znaleźć jakieś leki przeciw bólowe. Gdy  znalazł ostatni listek wziął dwie i popił wodą.
Zadzwonił telefon.
-Halo?... Mama?-odebrał- Hej.... Nie, nie spałem już... Dziękuję, że się o mnie martwisz, ale poradzę sobie. Wystarczy, że opłacacie za mnie mieszkanie. ...Nie, nie wywalili mnie jeszcze...Miłego dnia, całuski, pa.
   Odłożył telefon, ubrał się, wziął plecak i wyszedł. Głowa nadal go bolała.
 Jak wrócę, muszę wziąć prochy. Uzależniłem się kur*a. Nie pójdę na żaden odwyk.
Blondyn szedł ośnieżonymi ulicami, a śnieg chrzęścił i skrzypiał pod butami.
Mijał zakręt i nagle wpadł na kogoś. Upadł. Ta osoba też. To była ...

                                                                        ~*~
Pam pam pam. I oto koniec prologu.
Jakby co w kursywie będę pisać ich  myśli, a retrospekcje pogrubieniem, dobrze?
 Wkrótce dodam oddzielne karty, gdzie będą różne informację, a jedną z nich będą postacie. Dostaniecie tam dokładny opis postacie, oraz rysunki-ale dopiero jak wykona je Mrs. Papka, czyli moja przyjaciółka-,  a tak poza tym, spodobał wam się prolog?
I jeszcze raz proszę o komentarze jeśli ktoś to czyta, bo to dla mnie ważne. :D

Rozdział powinien być w weekend jak dopisze mi wena.

2 komentarze: