Lekcje się skończyły, a Vivien znalazła w tym czasie rozwiązanie by zaspokoić swoją ciekawość. Postanowiła go śledzić.
-No proszę, Lynn. Ja chcę się tylko dowiedzieć kilku rzeczy.- rudowłosa prosiła przyjaciółkę.
-Nie i koniec. Upadłaś na głowę.- nie zgodziła się.
-Skoro tak, to idę sama. To będzie twoja wina jeśli coś mi się stanie.
Viv odwróciła się na pięcie i ruszyła za znikającym za rogiem Hayden'em. Postanowiła go śledzić.
Dlaczego? Sama tego nie wie. Chciała wiedzieć, dlaczego on jest taki "dziwny".
Szła za nim starając się nie robić hałasu, zachowując odległość.
Gdy chłopak skręcał w coraz to bardziej ukryte, ciasne i zatęchłe uliczki, gdzie nie mogła się schować zaczęła mieć wątpliwości. Co się stanie gdy ją zauważy?
W końcu chłopak się zatrzymał i usiadł pod ścianą. Viv chcąc obserwować go nie będąc wykrytą schowała się za jakimś starym łóżkiem wyrzuconym na śmietnik.
No i co teraz zrobisz, co? Będziesz tak siedział?
Patrzyła, jak wyciągnął z plecaka książkę i zaczął ją czytać.
-Co do cho...-przerwała zatykając usta dłoni i dokończyła w myślach- cholery ona wyprawia.
Czytać? W takim miejscu? Na mózg mu padło?
Chłopak siedział tak przez kilkanaście minut, aż w końcu strony jego książki stanęła w miejscu.
-Zasnął?-zapytała siebie po cichu.
Chłopak nie ruszył się, więc albo nie usłyszał, albo naprawdę śpi.
Zaczekała jeszcze kilka minut i zdecydowała się podejść.
Ukucnęła przed nim i przyjrzała się mu. Zobaczyła jego blond włosy opadające na jego czoło i zamknięte oczy.
On jest naprawdę ładny.
Patrzyła na niego, patrzyła i nie mogła przestać. On był taki śliczny ja spał.
-Buuu-krzyknął blondyn łapiąc dziewczynę za ręce i przyciskając do ściany.Ta krzyknęła przerażona i otworzyła szeroko oczy.
-Dlaczego mnie śledzisz? -zapytał wprost do jej ucha nadal mocno trzymając jej nadgarstki.
Czuła jego oddech na karku. Przeraziła się. Od razu pożałowała tej decyzji, a ze strachu nie mogła wydobyć z siebie słowa. Po kilku chwilach uspokoiła się trochę.
-Ja...ja... przepraszam. Nie wiem dlaczego... tak jakoś...-nogi jej się ugięły, a chłopak puścił jej ręce. Osunęła się powoli na ziemię, spuściła głowę, a włosy przysłoniły jej twarz.
Nadal się bała. On mógł jej coś zrobić, a ona o tym nie pomyślała.
Głupia. Głupia.
Załkała cicho a potem zaczęła się śmiać.
Hayden na początku żałował, że ją tak nastraszył, lecz po chwili zirytował się.
-Z czego się śmiejesz?-rzucił
-Z.. z mojej głupoty. -gdy to powiedziała, przestała się śmiać i spojrzała na chłopaka.
Tusz rozmazał się jej na twarzy tworząc czarne smugi na policzkach.
-Przepraszam-powiedział chłopak nie patrząc na nią.
-Za co?-spytała nie ukrywając zdziwienia.
-Za to, że cię przestraszyłem. Nie chciałem doprowadzić cię do płaczu.-spojrzał w końcu na nią.
-Ach, za to. Nic się nie stało. To moja wina. Nie powinnam była cię śledzić- wstała i wytarła twarz chusteczką wyciągniętą z plecaka- Pójdę już. Do zobaczenia jutro w szkole.
-Do zobaczenia.
Dziewczyna zrobiła kilka kroków i już miała skręcić w jedną z uliczek, gdy Hayden złapał ją za ramie.
-Wyjście jest w tą stronę. -skazał kciukiem w tył.
-Eee zgubiłam się.
-Jesteś upierdliwym kurduplem. Chodź za mną. -i ruszył przodem
~*~
Chłopak stał oparty o murek z fajką w ustach. Czekał, na znajomych.
Znajomych, właśnie. Przyjaciółmi ich nazwać nie mógł. Nie ufał im, a oni mu też. Byli po prostu pierwszymi i jedynymi z którymi się zakolegował.
-No hej, stary. Idziemy dziś do mnie.- Zapytał jeden z szóstki chłopców.
-Sorry Luke, nie dzisiaj.-odpowiedział gdy przypomniał sobie, że miał coś zrobić.
-No dobra.
Pożegnał kumpli i poszedł dalej. Skierował się w stronę sklepu. Musiał zrobić zakupy i posprzątać w domu, oraz zarobić coś trochę na rachunki, które na szczęście były niskie.
Wziął koszyk i zaczął krążyć między pułkami. Najpierw wziął chleb, jakieś najtańsze parówki, bo na wędlinę było za mało i butelkę wody. Po zebraniu wszystkich rzeczy ruszył do kasy. Za nim do niej doszedł zauważył dziewczynę, której się rozsypały monety.
-Pomogę.-powiedział z uśmiechem kucając obok dziewczyny.
Razem szybko zebrali bilony i wstali.
-Dziękuję. -dziewczyna także się uśmiechnęła odgarniając brązowe włosy z twarzy-A my się przypadkiem nie uczymy w tej samej klasie?
-Yyy no chyba tak. Lynn? Chodzisz ciągle z tym rudym kurduplem... hmmm.. Vivien.
-Kurduplem? Trochę szacunku dla mojej przyjaciółki.- zrobiła naburmuszoną minę
-Och, przepraszam, ale nie zmienisz tym jej wzrostu. Jest kurduplem i nim będzie.
Dziewczyna pokręciła tylko głową i poszła do kasy zostawiając chłopaka samego. Kevin chwilę po niej też poszedł zapłacić za zakupy.
KONIEC CZĘŚCI I
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Według mnie to za mało na jeden rozdział, więc będzie podzielony na 2 części, bo teraz nie mam sił pisać, a mam kilka pomysłów w głowie. Będę codziennie po trochu dopisywać do nowego rozdziału, więc na weekend powinien być.
Do zobaczenia smerfiki :*
poniedziałek, 30 września 2013
poniedziałek, 23 września 2013
Rozdział 1 ..taki dziwny
... Mała, ruda dziewczyna.
-Oj przepraszam- powiedział
-Nie to ja przepraszam. Zagadałam się z Lynn i nie uważałam-pokazała na koleżankę i dalej ciągnęła swój monolog- A ty jesteś Hayden, prawda?
-Eee.... Tak.-powiedział nieco skołowany.
Skąd, ona mnie do cholery zna?
-Oj przepraszam- powiedział
-Nie to ja przepraszam. Zagadałam się z Lynn i nie uważałam-pokazała na koleżankę i dalej ciągnęła swój monolog- A ty jesteś Hayden, prawda?
-Eee.... Tak.-powiedział nieco skołowany.
Skąd, ona mnie do cholery zna?
-Czyli dobrze pamiętam. Nie wiem, czy mnie kojarzysz, ale chodzimy do tej samej klasy. Jestem Vivien. -podała do niego rękę.
-Aha-mruknął pod nosem i uścisną jej dłoń.
Potem uśmiechnęła się do niego i poszła dalej rozmawiając z koleżanką.
Nie wiedzieć czemu ten uśmiech spodobał się Haydenowi. Był taki szczery i radosny.
Od dawna on sam nie zaznał szczęścia. Jedyne co to haj z narkotyków i wódka.
Teraz sam skierował się w stronę szkoły, tylko, że inną drogą. On chodził na skróty- bocznymi, niebezpiecznymi i śmierdzącymi uliczkami. Nie bał się, lecz chodząc tędy czuł się dobrze.
Samotność, cisza. Słyszał nawet bicie własnego serca. Niestety trwało to krótko. Wkrótce wyszedł zza budynków przy szkole i wszedł do niej 5 minut przed dzwonkiem.
~*~
-Belinda Alden? -nauczycielka sprawdzała obecność.
-Jestem
-Kevin Eternal?
-Obecny
-Lynn Grendwich?
-Obecna.
-Hayden Matter?
-Jestem.
-Vivien Motion?
-Obecna.
Nauczycielka wyczytała kilka innych nazwisk i zaczęła lekcję.
Vivien myślała nadal nad tą sytuacją przed szkołą.
Ten chłopak... blondyn. Zdawał się być taki... dziwny. Wiedziała, że on powtarza klasę i dlatego trafił do nich. Chodzą słuchy, że ćpa i pije. Nie zdziwiłaby się gdyby to była prawda.
Gdy lekcja dobiegła końca uczniowie wyszli na korytarz. Każdy poszedł pod swoją salę, położył plecak i albo siedział, albo poszedł gdzie indziej. Viv razem z Lynn usiadły pod salą i rozmawiały.
-Wiesz, Lynn. Ten chłopak... co dzisiaj na niego wpadłam wydaje się być dziwny. Może nie jakiś zły czy coś, ale... samotny. Tak... samotny. Wydaje się być z tego powodu zadowolony.Aż mam dreszcze.- zatrzęsła się udając dreszcze.
-Nie przejmuj się nim. On ma swoje życie i pewno nie chce byś wchodziła w nie z butami.
-Masz rację.
Rozmawiały tak dalej, aż do dzwonka.
~*~
Chłopak szedł z papierosem w ustach. Uspokajał go. Palił już od jakiś 2 lat. Matka przecież nie żyła, ojczym był zawsze schlany w trzy dupy, więc kto miał mu zabronić?
-Ooo, kogo tu mamy, Kevin. Hej brachu. Masz coś?-powiedział brązowowłosy chłopak, który stał na czele nielicznej grupki, której członkowie nie wyglądali przyjaźnie.
-Nie.
-Och szkoda. Następnym razem załatwisz?-dalej dopytywał.
-Może. -odburknął krótko i poszedł dalej.
Przed szkołą wyrzucił peta i zgasił go stopą.
-Ej młody chłopcze. Wyrzuć to do kosza. -upomniała go pani dyżurująca.
-Nie-burkną pod nosem i poszedł do szatni.
Lekcja była nudna. Zasypiał już. A na przerwie siedział tylko pod salą. W między czasie do jego uszu dotarły urywki rozmowy dwóch dziewczyn siedzących obok.
Nie żeby on podsłuchiwał, ale po prostu mówiły głośno. Na szczęście i tak go to nie interesowało. Wpatrywał się w zieloną ścianę budynku, a słowa dziewczyn wpadały do jednego ucha, a drugim wychodziły.
Na następnej przerwie w sklepiku szkolnym kupił sobie "Siedem dni" i zjadł pod salą.
10zł - około 2 złote . Zostanie mi jakieś 8 złoty. Ehhh... Chleb, ... to daje 5, ... i jeszcze... [bla bla bla i tak w stylu co kupić, aby wyszło najtaniej]
~*~
-Ej, Blake pomożesz mi w tym zadaniu.- poprosiła dziewczyna stojąca nad nim.
-Spadam. Korepetytor ze mnie czy jak? -spławił dziewczynę
I to ma być "podrywanie" ? Haha, bo ja nie słyszałem co one mówiły, wcale.
Chłopak siedział pod salą. Uczył się w technikum, bez Belindy. To było trochę uciążliwe. Po szkole i przed spotykał się z nią ciągle, ale w szkole był napastowany przez inne dziewczyny. Musiał za każdym razem je spławiać. Na razie tylko ogranicza się to do chichotów obok, oraz pojedynczych dziewczyn proszące o pomoc w nauce, lub innej drobnej sprawie. Myślał nawet, czy nie zerwać z Bel, ale po chwili z
zganił się za ten pomysł. Za mocno ją kochał, by to zrobić. Znali się od dawna, a chodzili ze sobą już kilka lat. Byłoby to niemożliwe.
W końcu przestał dumać nad sobą i wszedł do sali, bo po chwili zadzwonił dzwonek.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dobra smerfki, oto macie pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się podobał.
Miał być w weekend, ale byłam przez dwa dni u rodziny i zaczęłam w sobotę, odrobinę dopisałam wczoraj i dziś skończyłam.
Wiem, rozdział jest byle jaki, krótki i ogólnie bleee. Mi też się nie podoba, ale brak weny skutkuje takim oto wynikiem.
P.D.
Niedługo pojawi się obrazek 1-szej postaci - Belindy.
-Aha-mruknął pod nosem i uścisną jej dłoń.
Potem uśmiechnęła się do niego i poszła dalej rozmawiając z koleżanką.
Nie wiedzieć czemu ten uśmiech spodobał się Haydenowi. Był taki szczery i radosny.
Od dawna on sam nie zaznał szczęścia. Jedyne co to haj z narkotyków i wódka.
Teraz sam skierował się w stronę szkoły, tylko, że inną drogą. On chodził na skróty- bocznymi, niebezpiecznymi i śmierdzącymi uliczkami. Nie bał się, lecz chodząc tędy czuł się dobrze.
Samotność, cisza. Słyszał nawet bicie własnego serca. Niestety trwało to krótko. Wkrótce wyszedł zza budynków przy szkole i wszedł do niej 5 minut przed dzwonkiem.
~*~
-Belinda Alden? -nauczycielka sprawdzała obecność.
-Jestem
-Kevin Eternal?
-Obecny
-Lynn Grendwich?
-Obecna.
-Hayden Matter?
-Jestem.
-Vivien Motion?
-Obecna.
Nauczycielka wyczytała kilka innych nazwisk i zaczęła lekcję.
Vivien myślała nadal nad tą sytuacją przed szkołą.
Ten chłopak... blondyn. Zdawał się być taki... dziwny. Wiedziała, że on powtarza klasę i dlatego trafił do nich. Chodzą słuchy, że ćpa i pije. Nie zdziwiłaby się gdyby to była prawda.
Gdy lekcja dobiegła końca uczniowie wyszli na korytarz. Każdy poszedł pod swoją salę, położył plecak i albo siedział, albo poszedł gdzie indziej. Viv razem z Lynn usiadły pod salą i rozmawiały.
-Wiesz, Lynn. Ten chłopak... co dzisiaj na niego wpadłam wydaje się być dziwny. Może nie jakiś zły czy coś, ale... samotny. Tak... samotny. Wydaje się być z tego powodu zadowolony.Aż mam dreszcze.- zatrzęsła się udając dreszcze.
-Nie przejmuj się nim. On ma swoje życie i pewno nie chce byś wchodziła w nie z butami.
-Masz rację.
Rozmawiały tak dalej, aż do dzwonka.
~*~
Chłopak szedł z papierosem w ustach. Uspokajał go. Palił już od jakiś 2 lat. Matka przecież nie żyła, ojczym był zawsze schlany w trzy dupy, więc kto miał mu zabronić?
-Ooo, kogo tu mamy, Kevin. Hej brachu. Masz coś?-powiedział brązowowłosy chłopak, który stał na czele nielicznej grupki, której członkowie nie wyglądali przyjaźnie.
-Nie.
-Och szkoda. Następnym razem załatwisz?-dalej dopytywał.
-Może. -odburknął krótko i poszedł dalej.
Przed szkołą wyrzucił peta i zgasił go stopą.
-Ej młody chłopcze. Wyrzuć to do kosza. -upomniała go pani dyżurująca.
-Nie-burkną pod nosem i poszedł do szatni.
Lekcja była nudna. Zasypiał już. A na przerwie siedział tylko pod salą. W między czasie do jego uszu dotarły urywki rozmowy dwóch dziewczyn siedzących obok.
Nie żeby on podsłuchiwał, ale po prostu mówiły głośno. Na szczęście i tak go to nie interesowało. Wpatrywał się w zieloną ścianę budynku, a słowa dziewczyn wpadały do jednego ucha, a drugim wychodziły.
Na następnej przerwie w sklepiku szkolnym kupił sobie "Siedem dni" i zjadł pod salą.
10zł - około 2 złote . Zostanie mi jakieś 8 złoty. Ehhh... Chleb, ... to daje 5, ... i jeszcze... [bla bla bla i tak w stylu co kupić, aby wyszło najtaniej]
~*~
-Ej, Blake pomożesz mi w tym zadaniu.- poprosiła dziewczyna stojąca nad nim.
-Spadam. Korepetytor ze mnie czy jak? -spławił dziewczynę
I to ma być "podrywanie" ? Haha, bo ja nie słyszałem co one mówiły, wcale.
Chłopak siedział pod salą. Uczył się w technikum, bez Belindy. To było trochę uciążliwe. Po szkole i przed spotykał się z nią ciągle, ale w szkole był napastowany przez inne dziewczyny. Musiał za każdym razem je spławiać. Na razie tylko ogranicza się to do chichotów obok, oraz pojedynczych dziewczyn proszące o pomoc w nauce, lub innej drobnej sprawie. Myślał nawet, czy nie zerwać z Bel, ale po chwili z
zganił się za ten pomysł. Za mocno ją kochał, by to zrobić. Znali się od dawna, a chodzili ze sobą już kilka lat. Byłoby to niemożliwe.
W końcu przestał dumać nad sobą i wszedł do sali, bo po chwili zadzwonił dzwonek.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dobra smerfki, oto macie pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się podobał.
Miał być w weekend, ale byłam przez dwa dni u rodziny i zaczęłam w sobotę, odrobinę dopisałam wczoraj i dziś skończyłam.
Wiem, rozdział jest byle jaki, krótki i ogólnie bleee. Mi też się nie podoba, ale brak weny skutkuje takim oto wynikiem.
P.D.
Niedługo pojawi się obrazek 1-szej postaci - Belindy.
czwartek, 19 września 2013
Prolog
Drrrrr..... Coś zadzwoniło.
Chłopak otworzył oczy i wyłączył budzik. Było jeszcze ciemno.-Nienawidzę zimy. - mruknął pod nosem
Podniósł się na łokciach i usiadł na łóżku.
Czas zbierać się do szkoły. Jej też nienawidzę... ach...
Najpierw wrzucił do plecaka potrzebne rzeczy i wyszedł z pokoju. Poczuł intensywny zapach alkoholu, który nie był mu obcy. Jego ojczym pił odkąd matka zmarła, czyli od jakiś 13 lat. Mimo, że miał dopiero 4 latka, to dobrze to pamiętał.
Siedział sobie i grał w jakąś samochodówkę, gdy jego ojczym wparował do pokoju.
-Kevin, ubieraj się. Jedziemy.
-A...ale, ja chcę dokończyć.-pisnął.
-Nie marudź w tej chwili.
Siedział sobie i grał w jakąś samochodówkę, gdy jego ojczym wparował do pokoju.
-Kevin, ubieraj się. Jedziemy.
-A...ale, ja chcę dokończyć.-pisnął.
-Nie marudź w tej chwili.
Zostawił wtedy grę na pauzie, założył buty, wziął kurtkę i zszedł schodami za ojczymem.
Jechali spory kawał czasu, póki nie pokazał się budynek szpitala. To tam jechali.
Po zapytaniu w recepcji poszli do pokoju nr 13.
-Och... przyszliście- powiedziała kobieta, która była cała w bandażach i miejscami w gipsie, oraz miała podłączoną aparaturę.
Widać było, że się dopiero obudziła.
-Mm....ma....ma. -powiedział chłopiec
-Przepraszam cię synku, że mnie taką widzisz. Nie chcę byś przeze mnie płakał.
Siedzieli tam przez kilka godzin, a potem pojechali do domu.
Wieczorem zadzwonił telefon.
To była informacja ze szpitala o śmierci jego matki i, że przetrzymają ją przez 2 godziny, bo takie są procedury.
Potem był już tylko pogrzeb
Pamiętał to. Dobrze to pamiętał, a na samą myśl łzy stawały mu w oczach. Zajrzał do sąsiedniego pokoju, bo drzwi były otwarte. Normalnie by ich nie otworzył.
On leżał tam. Tak jak zwykle. Napity do utraty przytomności, nieogolony i brudny. Wszędzie walały się butelki, po piwie i wódce.
Mimo, że tak wyglądał, było mu go szkoda. Dlaczego? Bo w czasach jego dzieciństwa był dobry. Nawet bardzo dobry. Mama go kochała, on jego też. Ale co robi rozpacz, stres? Ingeruje w życie ludzi i doprowadza ich do szaleństwa. Jedni piją, ćpają, tracą zmysły, nabywają lęków.
Wiedział dlaczego jego ojciec taki jest, dlatego nadal go kocha.
Podszedł do lodówki i ...
-Kur*a, znowu nic nie ma.- powiedział.
Zamknął ją, sięgnął do puszki na szafce i wyciągną stamtąd 10 złoty.
Musi wystarczyć.
Założył wczorajsze spodnie, t-shert i bluzę. Na korytarzu założył buty, kurtkę, wziął z półki papierosy i wyszedł.
~*~
Jechali spory kawał czasu, póki nie pokazał się budynek szpitala. To tam jechali.
Po zapytaniu w recepcji poszli do pokoju nr 13.
-Och... przyszliście- powiedziała kobieta, która była cała w bandażach i miejscami w gipsie, oraz miała podłączoną aparaturę.
Widać było, że się dopiero obudziła.
-Mm....ma....ma. -powiedział chłopiec
-Przepraszam cię synku, że mnie taką widzisz. Nie chcę byś przeze mnie płakał.
Siedzieli tam przez kilka godzin, a potem pojechali do domu.
Wieczorem zadzwonił telefon.
To była informacja ze szpitala o śmierci jego matki i, że przetrzymają ją przez 2 godziny, bo takie są procedury.
Potem był już tylko pogrzeb
Pamiętał to. Dobrze to pamiętał, a na samą myśl łzy stawały mu w oczach. Zajrzał do sąsiedniego pokoju, bo drzwi były otwarte. Normalnie by ich nie otworzył.
On leżał tam. Tak jak zwykle. Napity do utraty przytomności, nieogolony i brudny. Wszędzie walały się butelki, po piwie i wódce.
Mimo, że tak wyglądał, było mu go szkoda. Dlaczego? Bo w czasach jego dzieciństwa był dobry. Nawet bardzo dobry. Mama go kochała, on jego też. Ale co robi rozpacz, stres? Ingeruje w życie ludzi i doprowadza ich do szaleństwa. Jedni piją, ćpają, tracą zmysły, nabywają lęków.
Wiedział dlaczego jego ojciec taki jest, dlatego nadal go kocha.
Podszedł do lodówki i ...
-Kur*a, znowu nic nie ma.- powiedział.
Zamknął ją, sięgnął do puszki na szafce i wyciągną stamtąd 10 złoty.
Musi wystarczyć.
Założył wczorajsze spodnie, t-shert i bluzę. Na korytarzu założył buty, kurtkę, wziął z półki papierosy i wyszedł.
~*~
-Viv. Hej. Chodź. -krzyknęła dziewczyna o jasno brązowych włosach i brązowych oczach.
-O Lynn. Hej. -odpowiedziała jej Vivien.
Obie dziewczyny były w 1 klasie LO. Razem w "F" . Były wzorowymi uczennicami, oraz molami książkowymi. Akurat szły do szkoły i się spotkały. Dalej szły razem plotkując.
-O Lynn. Hej. -odpowiedziała jej Vivien.
Obie dziewczyny były w 1 klasie LO. Razem w "F" . Były wzorowymi uczennicami, oraz molami książkowymi. Akurat szły do szkoły i się spotkały. Dalej szły razem plotkując.
-Masz pracę dodatkową z polskiego- zapytała
-Oczywiście- odpowiedziała Lynn.
-A ja nie. Nie chciało mi się.
-Viv. No coś ty. Przecież ty zawsze robiłaś prace dodatkowe.
-Dobra, dobra. Raz mi się nie chciało, a ty już masz wyrzuty. To było przecież dla chętnych, a ja nie jestem, proste.
Czy ona zawsze musi się tak czepiać? ...Ale to moja przyjaciółka, martwi się o mnie.
Potem dalej szły razem do szkoły rozmawiając.
~*~
-Blake... Miałeś mnie zabrać do kina. -powiedziała proszącym tonem Belinda.
-Skarbie. Nie mam czasu.-zbył ją nie odrywając spojrzenia od książki.
Zawsze mnie zbywa.
Wyrwała mu książkę z ręki, założyła zakładkę i położyła na półce.
-Eeej... oddaj.-powiedział chłopak.
-Po moim trupie. Po pierwsze, patrz na mnie jak do ciebie mówię. Po drugie jakaś książka jest ważniejsza ode mnie.-powiedziała zirytowana.
Blake przytulił ją i potarł nosem o jej nos.
-Proszę ,patrzę ci w oczy. Prosto w oczy. A żadna książka nie jest ważniejsza od ciebie, tylko to po prostu lektura, a mam czas na jej przeczytanie do jutra. Wiesz, że nie znoszę czytać. A jeśli chodzi o kino, to możemy wybrać się za tydzień, jak skończymy ją omawiać. -pocałował ją delikatnie w usta.
-No dobrze. -uśmiechnęła się -ale za tydzień idziemy do kina i nie ma żadnego przekładania.
-Obiecuję-także się uśmiechnął.
-Skoro obiecujesz, to zagraj mi coś, a potem dam ci spokój i pójdę już do domu, bo za chwilę idę do szkoły.
-Skoro prosisz, to zagram.
Wziął do rąk gitarę i nastroił ją. Gdy był już pewien, że dźwięki są właściwe zagrał jej ulubioną melodię, którą kiedyś sam wymyślił. Belinda była zachwycona, a przy ostatnich wybrzmiewających dźwiękach wstała pocałowała go i wzięła torebkę.
-Do zobaczenia. Kocham cie.- pożegnała się.
-Ja ciebie też. Do zobaczenia.- odpowiedział jej po zakończonej już piosence.
Jak ja go kocham. Nie chcę iść do szkoły. Pewnie znów dostanę jedynkę z niezapowiedzianej kartkówki, bez której się na pewno nie obejdzie. Dziewczyna ruszyła do domu. Wzięła szkolną torbę i poszła do szkoły.
~*~
-Aaa... mój łeb. -rzekł chłopiec a jasny kosmyk włosów opadł mu na czoło.
Dopiero wstał. Ciemność za oknem wyraźnie wskazywała wczesną godzinę, lecz była zima i to był zwykły ranek przed szkołą.
Ja pie***le, dlaczego, nie wywalili mnie jeszcze ze szkoły?
On sam nie chce z niej odchodzić, ale gdyby go wywalili to by już nie wrócił. Ma mieszkanie, jest pełnoletni, to po co mu szkoła?
Podszedł do lustra. Zobaczył siebie. Zwykłego chłopaka o blond włosach i błękitnych oczach, w samych spodniach od piżamy i z podkrążonymi oczami.
Poszedł do łazienki znaleźć jakieś leki przeciw bólowe. Gdy znalazł ostatni listek wziął dwie i popił wodą.
Zadzwonił telefon.
-Halo?... Mama?-odebrał- Hej.... Nie, nie spałem już... Dziękuję, że się o mnie martwisz, ale poradzę sobie. Wystarczy, że opłacacie za mnie mieszkanie. ...Nie, nie wywalili mnie jeszcze...Miłego dnia, całuski, pa.
Odłożył telefon, ubrał się, wziął plecak i wyszedł. Głowa nadal go bolała.
Jak wrócę, muszę wziąć prochy. Uzależniłem się kur*a. Nie pójdę na żaden odwyk.
Blondyn szedł ośnieżonymi ulicami, a śnieg chrzęścił i skrzypiał pod butami.
Mijał zakręt i nagle wpadł na kogoś. Upadł. Ta osoba też. To była ...
~*~
Pam pam pam. I oto koniec prologu.
Jakby co w kursywie będę pisać ich myśli, a retrospekcje pogrubieniem, dobrze?
Wkrótce dodam oddzielne karty, gdzie będą różne informację, a jedną z nich będą postacie. Dostaniecie tam dokładny opis postacie, oraz rysunki-ale dopiero jak wykona je Mrs. Papka, czyli moja przyjaciółka-, a tak poza tym, spodobał wam się prolog?
I jeszcze raz proszę o komentarze jeśli ktoś to czyta, bo to dla mnie ważne. :D
Rozdział powinien być w weekend jak dopisze mi wena.
-Oczywiście- odpowiedziała Lynn.
-A ja nie. Nie chciało mi się.
-Viv. No coś ty. Przecież ty zawsze robiłaś prace dodatkowe.
-Dobra, dobra. Raz mi się nie chciało, a ty już masz wyrzuty. To było przecież dla chętnych, a ja nie jestem, proste.
Czy ona zawsze musi się tak czepiać? ...Ale to moja przyjaciółka, martwi się o mnie.
Potem dalej szły razem do szkoły rozmawiając.
~*~
-Blake... Miałeś mnie zabrać do kina. -powiedziała proszącym tonem Belinda.
-Skarbie. Nie mam czasu.-zbył ją nie odrywając spojrzenia od książki.
Zawsze mnie zbywa.
Wyrwała mu książkę z ręki, założyła zakładkę i położyła na półce.
-Eeej... oddaj.-powiedział chłopak.
-Po moim trupie. Po pierwsze, patrz na mnie jak do ciebie mówię. Po drugie jakaś książka jest ważniejsza ode mnie.-powiedziała zirytowana.
Blake przytulił ją i potarł nosem o jej nos.
-Proszę ,patrzę ci w oczy. Prosto w oczy. A żadna książka nie jest ważniejsza od ciebie, tylko to po prostu lektura, a mam czas na jej przeczytanie do jutra. Wiesz, że nie znoszę czytać. A jeśli chodzi o kino, to możemy wybrać się za tydzień, jak skończymy ją omawiać. -pocałował ją delikatnie w usta.
-No dobrze. -uśmiechnęła się -ale za tydzień idziemy do kina i nie ma żadnego przekładania.
-Obiecuję-także się uśmiechnął.
-Skoro obiecujesz, to zagraj mi coś, a potem dam ci spokój i pójdę już do domu, bo za chwilę idę do szkoły.
-Skoro prosisz, to zagram.
Wziął do rąk gitarę i nastroił ją. Gdy był już pewien, że dźwięki są właściwe zagrał jej ulubioną melodię, którą kiedyś sam wymyślił. Belinda była zachwycona, a przy ostatnich wybrzmiewających dźwiękach wstała pocałowała go i wzięła torebkę.
-Do zobaczenia. Kocham cie.- pożegnała się.
-Ja ciebie też. Do zobaczenia.- odpowiedział jej po zakończonej już piosence.
Jak ja go kocham. Nie chcę iść do szkoły. Pewnie znów dostanę jedynkę z niezapowiedzianej kartkówki, bez której się na pewno nie obejdzie. Dziewczyna ruszyła do domu. Wzięła szkolną torbę i poszła do szkoły.
~*~
-Aaa... mój łeb. -rzekł chłopiec a jasny kosmyk włosów opadł mu na czoło.
Dopiero wstał. Ciemność za oknem wyraźnie wskazywała wczesną godzinę, lecz była zima i to był zwykły ranek przed szkołą.
Ja pie***le, dlaczego, nie wywalili mnie jeszcze ze szkoły?
On sam nie chce z niej odchodzić, ale gdyby go wywalili to by już nie wrócił. Ma mieszkanie, jest pełnoletni, to po co mu szkoła?
Podszedł do lustra. Zobaczył siebie. Zwykłego chłopaka o blond włosach i błękitnych oczach, w samych spodniach od piżamy i z podkrążonymi oczami.
Poszedł do łazienki znaleźć jakieś leki przeciw bólowe. Gdy znalazł ostatni listek wziął dwie i popił wodą.
Zadzwonił telefon.
-Halo?... Mama?-odebrał- Hej.... Nie, nie spałem już... Dziękuję, że się o mnie martwisz, ale poradzę sobie. Wystarczy, że opłacacie za mnie mieszkanie. ...Nie, nie wywalili mnie jeszcze...Miłego dnia, całuski, pa.
Odłożył telefon, ubrał się, wziął plecak i wyszedł. Głowa nadal go bolała.
Jak wrócę, muszę wziąć prochy. Uzależniłem się kur*a. Nie pójdę na żaden odwyk.
Blondyn szedł ośnieżonymi ulicami, a śnieg chrzęścił i skrzypiał pod butami.
Mijał zakręt i nagle wpadł na kogoś. Upadł. Ta osoba też. To była ...
~*~
Pam pam pam. I oto koniec prologu.
Jakby co w kursywie będę pisać ich myśli, a retrospekcje pogrubieniem, dobrze?
Wkrótce dodam oddzielne karty, gdzie będą różne informację, a jedną z nich będą postacie. Dostaniecie tam dokładny opis postacie, oraz rysunki-ale dopiero jak wykona je Mrs. Papka, czyli moja przyjaciółka-, a tak poza tym, spodobał wam się prolog?
I jeszcze raz proszę o komentarze jeśli ktoś to czyta, bo to dla mnie ważne. :D
Rozdział powinien być w weekend jak dopisze mi wena.
środa, 18 września 2013
Hej smerfy.Przedstawienie.
Hej smerfiki. [Mogę was tak nazywać?]
Tak, o to ja. Będę autorką tego bloga, opowiadania itd.
Stworzyłam go wczoraj, więc nie martwcie się, że jest w rozsypce. Będę stopniowo go ulepszać.
A tak... muszę się wam przedstawić. Jestem Karolina, ale możecie mówić na mnie kara-chan/karaczan.
Nazwę wymyśliła mi Mrs. Papka, moja przyjaciółka, także bloggerka.
A więc, blog będzie opowiadaniem o trójce ludzi z problemami i czwartym człowieczku, który będzie miał w miarę normalne życie i dołączy do tej gromadki kłopotów. (z czasem bohaterów może być więcej, oraz pojawią się postacie poboczne)
Postacie będą w oddzielnej zakładce, tak samo jak i informację o nagłówku (skąd, kto i jak-o ile takowy będzie) itd.
I mam jedną prośbę do was.
Jeśli jakiś post/rozdział wam się spodoba to proszę komentujcie, bo to będzie mnie motywowało do dalszej pracy. A jeśli chodzi o błędy to wytykajcie mi je śmiało, bo ja staram się pisać jak najlepiej etc.
To na razie tyle, spadam do szkoły. Jak wrócę postaram się coś napisać.
Mata ne (na razie).
Tak, o to ja. Będę autorką tego bloga, opowiadania itd.
Stworzyłam go wczoraj, więc nie martwcie się, że jest w rozsypce. Będę stopniowo go ulepszać.
A tak... muszę się wam przedstawić. Jestem Karolina, ale możecie mówić na mnie kara-chan/karaczan.
Nazwę wymyśliła mi Mrs. Papka, moja przyjaciółka, także bloggerka.
A więc, blog będzie opowiadaniem o trójce ludzi z problemami i czwartym człowieczku, który będzie miał w miarę normalne życie i dołączy do tej gromadki kłopotów. (z czasem bohaterów może być więcej, oraz pojawią się postacie poboczne)
Postacie będą w oddzielnej zakładce, tak samo jak i informację o nagłówku (skąd, kto i jak-o ile takowy będzie) itd.
I mam jedną prośbę do was.
Jeśli jakiś post/rozdział wam się spodoba to proszę komentujcie, bo to będzie mnie motywowało do dalszej pracy. A jeśli chodzi o błędy to wytykajcie mi je śmiało, bo ja staram się pisać jak najlepiej etc.
To na razie tyle, spadam do szkoły. Jak wrócę postaram się coś napisać.
Mata ne (na razie).
Subskrybuj:
Posty (Atom)